czwartek, 24 grudnia 2015

Rozdział 7

Kiedy obudziłam się Thomas już nie spał. Leżał na boku podpierając się ręką i wpatrując się we mnie. Jego czekoladowe oczy były przepełnione szczęściem. Kiedy zobaczył, że już nie śpię na jego twarzy zawitał uśmiech. Taki widok z rana był najlepszym czego mogłam pragnąć. Nigdy w życiu ie kochałam kogoś tak bardzo. musnęłam opuszkami palców jego twarz upewniając się, że to nie sen, a on pocałował mnie na powitanie.
- Jak spałaś? - spytał ciepłym głosem, którego tak bardzo mi brakowało.
- Wyśmienicie. - odparłam zamykając oczy. - A ty?
- Po raz pierwszy od kilku dni dobrze. - odparł.
Super. Właśnie dopadło mnie poczucie winy. Wiem, o co mu chodzi. Nie sypiał zamartwiając się co się ze mną dzieje. Dla mnie samej kilka ostatnich dni nie należało do zbyt przyjemnych lecz fakt, że jedna z najważniejszych dla mnie osób cierpiała przeze mnie jest wielkim ciosem. Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Thomas musiał zauważyć moje zdenerwowanie i przerwał ciszę.
- Nie przejmuj się. - oznajmił - Rozumiem co przeżywałaś. Najważniejsze, że już jest dobrze. Nie jest zły.
Jego słowa trochę mnie uspokoiły. Ma rację, najważniejsze, że teraz jest wszystko w porządku. Zgarnęłam telefon z szafki nocnej i układając się obok chłopaka zaczęłam przeglądać różne stronki. Po chwili Tommy wyrwał mi telefon z rąk pokazując jednocześnie język.
- Ejj. Oddawaj! 
- Nie! - powiedział, położył urządzenie na szafce nocnej i zaczął mnie łaskotać
- Przestań, hahaha. Mam łaskotki! - powiedziałam piszcząc i szamocząc się po łóżku.
- Wiem. - uśmiechnął się łobuzersko i zaczął wbijać palce w moje żebra.
- Ała! - wrzasnęłam - to boli! - śmiejąc się ugryzłam go w ramię, a on zrobił urażoną minę.
- Masz ochotę się przejść? - zapytałam.
- Nie, wolę zostać z tobą w łóżku. - mruknął wtulając się w moją szyję.
- O nie! Nie będziemy marnować czasu na leżenie i zbijanie bąków! - powiedziałam i wstałam. - Za 20min. wychodzimy. -zażądałam. Chłopak jęknął niezadowolony. Poszłam do łazienki, gdzie wykonałam poranną toaletę i ubrałam się. Kiedy wróciłam do pokoju Thomas nadal zalegiwał w łóżku. 
- Thomas! - krzyknęłam, a on podskoczył wystraszony.
- No już idę. - powiedział i wyskoczył z łóżka.
Przechodząc obok mnie dał mi całusa w czubek głowy i zniknął w łazience. Wyszedł z niej po 10 minutach.
- Jestem gotowy! - oświadczył i szeroko się uśmiechnął.
- Super, chodź - powiedziałam i wywróciłam oczami.
Wyszliśmy z naszego domku zamykając go na klucz.
- Jestem głodny. Moja kobita nie zrobiła mi dzisiaj śniadania. - oznajmił pretensjonalnie.
- Dobra, twoja KOBITA zabierze cię łajzo na śniadanie. - powiedziałam na co chłopak zachichotał. 
Weszliśmy do jakiejś knajpki, gdzie kręciło się dużo uczniów z naszej szkoły. Zajęliśmy wolny stolik i złożyliśmy zamówienie u kelnera, który zniknął w kuchni. Oczy wszystkich uczniów był skierowane na nas. Dwie dziewczyny, siedzące przy stoliku obok nas nie ukrywały, że rozmawiają o mnie i Thommym.
- To ta co zdradziła swojego chłopaka i jeszcze wpadła. - powiedziała jedna z dziewczyn po czym skarciła mnie wzrokiem. Poczułam się strasznie niezręcznie. Jakby próbowała mnie zabić.
Spojrzałam na Thomasa zdziwiona, a on odwzajemnił moje spojrzenie. Wstałam gwałtownie od stolika i ruszyłam w stronę wyjścia. Kiedy opuściłam lokal Thomas złapał mnie za rękę i obrócił tak, że nasze twarze dzieliły zaledwie centymetry.
- Co to było? - spytał zdziwiony.
- Skąd mam wiedzieć?! - odpowiedziałam sarkastycznie rozzłoszczona. - Ty wiesz, że ja cię nie...
- Tak Rose, wiem. - odpowiedział przerywając mi w połowie
- Boże, kto mógł puścić taką plotę?!
- Chyba wiem kto... - odparł chłopak spoglądając na zmierzającą ku nam Ashley
- A to wredna suka, wydrapie jej oczy! - wrzasnęłam uwalniając się z uścisku chłopaka.
- Rose! - krzyknął Thommy, ale nie zwróciłam na to uwagi. Podążałam szybkim krokiem w kierunki znienawidzonej przeze mnie dziewczyny. Na jej twarzy widniał uśmiech, a w jej oczach było widać radość połączoną z satysfakcją. A gdybym tak zatopiła paznokcie w jej twarzy? Dobrze, że zapuściłam...
- Witaj Rose, jak się miewasz? - spytała dziewczyna. Tak jej nienawidzę. W tym momencie mam ochotę przywalić jej głazem albo przejechać ją czołgiem. Nigdy w życiu nie zgromadziłam w sobie aż tyle gniewu. Musiała to zauważyć.
- Ojć skarbie uważaj bo się zagotujesz. - powiedziała z szerokim uśmiechem na ustach. I w tym momencie nie wytrzymałam.
- Ty szmato! - wrzasnęłam - odwal się ode mnie rozumiesz? Mam cię dość! Z upragnieniem czekam na ten dzień, w którym nie będę musiała oglądać twojej mordy na szkolnym korytarzu! Gdyby to nie było karalne już dawno zadźgałabym cię nożem! - wycedziłam dzięki czemu mi ulżyło.
- Nie denerwuj się tak, jeszcze coś się stanie, przecież jesteś w ciąży i nie możesz sobie na to pozwolić. - odparła niewzruszona. Opanowana pokazałam jej środkowy palec, obróciłam się na pięcie i wpadłam na Thomasa, który stał tuż za mną. W napadzie furii nawet nie zauważyłam kiedy się przemieścił.
- Choć Rose. - powiedział chłopak oplatając mnie w talii.
- Żałuję jednego. - odparłam.
- Czego?
- Że wyszliśmy z tej knajpki. Umieram z głodu. - wyznałam na co chłopak parsknął śmiechem. Nie rozumiem co się ze mną dzieje. Jeszcze przed chwila myślałam, że wybuchnę od środka ze złości,a teraz jestem radosna. Burza hormonów. Udaliśmy się z powrotem powrotem do środka i usiedliśmy przy tym samym stoliku. Tym razem nie zwracałam uwagi na gapiących się ludzi. Po paru minutach kelner przyniósł nasze zamówienie. Po zjedzonym śniadaniu udaliśmy się na plażę gdzie czekali nasi przyjaciele. Dylan ganiał się z Alex po piachu jak małe dzieci, a Evan wpychał język do gardła Ally. Siedziałam sobie spokojnie na ręczniku i opalałam, gdy nagle Thomas uniósł mnie i jednym ruchem wrzucił do wody.
- Ejjj! - krzyknęłam.
Nagle poczułam jak ktoś zatapia moją twarz w tafli wody, szybko nabrałam powietrze w płuca. Po chwili wynurzyłam się i ujrzałam Dylana śmiejącego się na całe gardło.
- Tak się bawimy? - spytałam po czym wskoczyłam chłopakowi na kark, a on mimowolnie ugiął się pod moim ciężarem przez co na chwilę jego twarz była zanurzony w wodzie. Po chwili reszta dołączyła do nas.
- Tylko nie zmoczcie mi włosów! - rozkazała Alex
- Jasne - powiedział Dyl jednocześnie chlapiąc dziewczynę.
- Dzięki, na ciebie zawsze można liczyć.
Po całym dniu spędzonym na plaży opadłam zmęczona na łóżko i momentalnie zasnęłam...
 ______________________________________________

No brawo Klaudia, nareszcie dodałaś kolejny rozdział! Tak, tak wiem... Nie miałam motywacji do napisania kolejnego posta, za każdym razem mówiłam sobie:
,,Jutro coś napiszę, jutro coś napiszę"
Tak naprawdę początek już miałam daaawno, ale z resztą już był problem.
I tu z pomocą przyszła moja przyjaciółka
Julka za co jej z całego serca dziękuję! ♥
Nie obiecuję, że posty będą często, ale mam nadzieję,
że w ogóle będą.
Muszę się za to wziąć bo mam pomysły ale już gorzej
z ich realizacją.
Przepraszam bardzo wszystkich tych, którzy czytają tego bloga.
Nie dość, że jest was niewiele to jeszcze
was zawiodłam.
Ehhh... nieźle co?
Także ten, Wesołych świąt i Szczęśliwego Nowego
roku. A skoro o nowym roku mowa to OBIECUJĘ, że nowy rozdział pojawi się
NA BANK w Sylwestra.
Obiecałam Julce, że ten dodam w Wigilię i dodaję. Krótki bo krótki
ale jest. Na Sylwestra się bardziej postaram.
Do 31.12.1015! :*
                      


wtorek, 29 września 2015

Rozdział 6

Obudziły mnie silne dłonie potrząsające moje ramiona. Niechętnie otworzyłam oczy.
- Hej mała wstawaj! - powiedział Paul próbując  mnie obudzić.
- Mmmmm... Jeszcze chwila. - odparłam zamykając oczy i przewracając się na drugi bok.
- Ty nie masz czasami dzisiaj jechać na obóz? - kontynuował mój brat z oporem.
- Która godzina? - spytałam z trudem otwierając oczy.
- Za piętnaście siódma.
- O boże zaspałam! Czemu mnie nie obudziłeś?! - energicznym ruchem podniosłam się na równe nogi i zaczęłam się ubierać.
- Hahahaha, bardzo śmieszne. - wstał i podpierając się za boki udawał obrażonego.
- Podwieziesz mnie? Kurczę zaraz się spóźnię. - dodałam wciskając jeansy na swoje biodra.
- Z takim zamiarem do ciebie przyszedłem. 
- Jesteś kochany! - rzuciłam się bratu na szyję. - Zrobię sobie śniadanie, umyję zęby i jestem gotowa! - rzuciłam do Paula zbiegając ze schodów.
- Zrobiłem ci tosty. - odparł schodząc za mną na dół.
- Wow, zostań tu na zawsze! - powiedziałam siadając przy stole i w pośpiechu konsumując śniadanie. Po zjedzeniu pobiegłam do łazienki, umyłam zęby, twarz, pomalowałam rzęsy i rozczesałam włosy.
- Masz 5minut! - krzyknął Paul stojąc przy schodach z kluczykami.
- Już idę! - zwinęłam po drodze walizkę, którą przygotowałam kilka dni wcześniej nie mogą się już doczekać. Założyłam buty i ruszyłam za moim bratem do garażu.
- 3 minuty. - powiedział wyjeżdżając autem.
- Nie wkurzaj mnie! - dodałam szturchając go w ramię Na szczęście do szkoły było tylko kilka kilometrów. Jeśli spóźnię się o parę minut to mam nadzieję, że nic się nie stanie. Po 5 minutach byliśmy już na miejscu. Paul podjechał koło chodnika, a ja wyskoczyłam z auta żegnając się z bratem. Wbiegłam do autobusu taszcząc za sobą walizkę.
- Croven! No nareszcie, już mieliśmy ruszać. - oznajmił trener zamykając drzwi do autobusu. - Siadaj na miejsce! - dodał i usiadł w jednym z miejsc na przodzie autobusu.
Udałam się na koniec gdzie siedzieli już Evan z Ally oraz Alex z Dylanem, a na przeciwko nich Thomas.
- Hej Rose, już myślałam, że nie przyjdziesz! Telefon się odbiera jakbyś nie wiedziała! - krzyknęła Peters kiedy siadałam obok Thoma.
- Zaspałam, a telefon leży gdzieś na dnie mojej torebki rozładowany. - odparłam przeciskając się do okna.
- Hej skarbie. - przywitał mnie Sangster całując w czoło.
- Cześć. - odparłam odwracając wzrok w stronę szyby. Byłam bardzo zmęczona. Wczoraj z Paulem siedzieliśmy do późna i rozmawialiśmy. Kiedy autobus ruszył zagłębiłam się w rozmyślaniu. Dzisiaj powiem Thomasowi, muszę powiedzieć. Strasznie się boję. Pogrążona rozmyślaniem zamknęłam oczy i zasnęłam.

~ Alex ~


- Dylan daj se siana! - krzyknęłam na chłopaka, który wbijał mi palce pomiędzy żebra. - Jeszcze pół godziny temu to było zabawne, teraz już nie! - Wrzasnęłam uderzając O'Briena pięścią w brzuch.
- Ała! - jękną mimowolnie zasłaniając bolące miejsce rękoma.
- Masz za swoje! - powiedziałam łaskocząc go po torsie. Dylan chichotał jak mała dziewczynka co bardzo mnie rozśmieszyło i zaczęłam śmiać się razem z nim.
- Hej, Alex! - odezwał się Thomas szturchając mnie w ramię. - Możemy pogadać?
- Mmm... jasne. - odparłam.
Dylan zamienił się miejscem z Thomasem. Domyślałam się o czym chce porozmawiać.
- Słuchaj... - zaczął - wiesz może co jest z Rose? - Powiedział nie za bardzo wiedząc jak zacząć.
- W jakim sensie ,,co jest z Rose"? - odparłam udając, że nie wiem o chodzi.
- Ostatnio jest jakaś dziwna w stosunku do mnie, mam wrażenie, że się od siebie oddalamy. - powiedział chłopak ze spuszczoną głową. - Alex proszę cię, jeśli wiesz o co chodzi to mi powiedz. Zrobiłem coś nie tak? - dodał chłopak z nadzieją w głosie. Zrobiło mi się go szkoda. Z jednej strony Rose była niesprawiedliwa, że go tak traktowała, przecież to nie była jego wina, a z drugiej dokładnie wiem co teraz czuje. 
- Thom... Tu nie chodzi o ciebie. - odparłam po dłuższej chwili zastanowienia.
- No więc o co? 
- Ona... Ja... Naprawdę chciałabym ci pomóc ale nie mogę, nie mogę rozumiesz? Ona musi ci to sama powiedzieć...
- Ma kogoś, tak? To o to chodzi? Wiedziałem... - odparł chłopak z irytacją w głosie.
- Nie, nie. Thomas zrozum, ona cię kocha ale... przezywa teraz ciężkie chwile, musisz... Musisz dać jej czas. Ona wszytko ci powie, musi ci powiedzieć.
- Dzięki Alex. - powiedział Thom z cieniem uśmiechu na ustach.
- Chciałabym ci powiedzieć ale nie mogę. Zrozum... - dodałam zła na siebie, że nie mogę mu pomóc. Nie był tylko chłopakiem Rose, był tez moim przyjacielem. Strasznie bolało mnie, że tak cierpiał. Musze nakłonić Rose aby powiedziała mu wreszcie prawdę.
- Rozumiem. - odparł uśmiechając się do mnie. Poklepałam go po ramieniu w geście współczucia po czym na powrót zamienił się miejscami z Dylanem. O nie, pomyślałam. Mam go już dość. Niech ten autobus w końcu stanie bo zaraz go zabiję! Dylan siedział obok mnie wgapiając we mnie swoje gały i próbując mnie rozwścieczyć, udało mu się.
- Nie gap się tak na mnie! - wykrzyczałam spoglądając morderczo na chłopaka.
- Nie sposób oprzeć się twojej piękności. - odparł chichocząc.
- Wiadomo. - powiedziałam teatralnie zarzucając włosami do tyłu.
Cała podróż minęła mi na wkurzaniu się na Dylana oraz biciu go, żadna nowość. Udało mi się nawet zdrzemnąć 3 razy ale za każdym O'brien budził mnie z wymówką, że mu się nudzi, a nawet raz włożył mi uśliniony paluch do ucha. W tamtym momencie myślałam, że wydrapię mu oczy ale Thomas, głos rozsądku, mnie powstrzymał. Gdyby nie on to przepięknego pana Dylana nie byłoby już wśród żywych. Kiedy dotarliśmy na miejsce trener przydzielił nam domki i odesłał nas do środka. Było już koło godziny 20, więc według niego mieliśmy ,,iść już spać". Taa... jasne. Dzieliłam swój domek z Rose oraz Ally, natomiast Dylan, Thomas i Evan mieszkali osobno. Umówiliśmy się wszyscy o 21 na ognisko przy plaży. Rose jako pierwsza pobiegła do łazienki ogarnąć swój stan, gdyż rano nie miała na to czasu ponieważ zaspała. Biedna Rose. Szkoda mi jej, szkoda mi też Thomasa. Życie jest jednak nie fair. Znudzona czekaniem na Ally i moją przyjaciółkę wyszłam wcześniej. Plaża leżała bardzo blisko od naszych domków. Chłopcy siedzieli już wokół okniska na drewnianych kłodach. Dylan próbował rozpalić ognisko co mu marnie wychodziło, idiota, a Thomas z Evanem rozmawiali. Z tego co zrozumiałam to temat dotyczył Rose. Usiadłam obok nich udając, że bawię się kamieniem, a tak naprawdę miałam zamiar podsłuchać o czym rozmawiają. 
- Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze. - odparł Evan klepiąc przyjaciela po plecach.
- Taa, mam nadzieję. - powiedział Thommy trzymając papierosa w ustach.





Wstałam i podeszłam do Dylana, który nadal próbował bezustannie rozpalić ognisko. Mimo tego, że wyglądał jak sierotka Marysia to nadal był przy tym słodki.
- Daj mi to. - powiedziałam po czym wyrwałam mu pudełko zapałek z rąk.
- Wiesz, chyba jeszcze potrafię rozpalić ognisko, tak? - odparł naburmuszony podpierając boki.
- Nie sądzę. - odparłam kucając obok sterty patyków. Dylan zrobił urażona minę i skrzyżował ręce na piersi. Jak dziecko.Odpaliłam zapałkę i rzuciłam ją w stok, który momentalnie zaczął płonąć.
- Tak to się robi. -powiedziałam tryumfalnie oddając chłopakowi małe pudełko.
- Hmm... zastanówmy się dlaczego tak łatwo ci poszło. hmm... niech pomyśle... Może dla tego, że ktoś wyłożył wokół i do ogniska pełno podpałki?! - wrzasnął urażony.
- Tyś jest podpałka. - wstałam i momentalnie spotkałam się z zabijającym spojrzeniem Dylana.
- Bo ci wydrapię te oczy! - krzyknęłam siadając na kłodzie. Po chwili dołączyły do nas dziewczyny, a chłopcy wyciągnęli skrzynkę piwa i zaczęli nam rozdawać.
- Masz Rose. - powiedział Evan podając dziewczynie piwo.
- Nie dzięki. - odparła przecząco kręcąc głową.
- Daj spokój, dzisiaj świętujemy! Przecież nikomu nie powiemy. - wtrącił Dylan zachęcając dziewczynę do spożycia alkoholu.
- Dzięki ale nie mogę. - Rose po raz kolejny odmówiła lecz chłopcy wciąż nalegali.
- Jak to nie możesz? - spytał Thomas
- Oj Rose, jedno piwo ci nie zaszkodzi. - Evan na chama wcisnął jej butelkę do ręki.
- Ona nie może ty kretynie! - wrzasnęłam na brata poirytowana. Czy on nie może tego zrozumieć?!
- Jak to nie może? - Thomas i Evan spytali równocześnie.
- Bo jest w ciąży ty zakuty łbie! - wrzasnęłam i po ułamku sekundy zdałam sobie sprawę co właśnie zrobiłam. O kurwa.



~ Rosalie ~




Stałam jak wryta nie mogąc wydać z siebie żadnego dźwięku ani się poruszyć. Moje ciało zesztywniało. Alex ty idiotko. Wszyscy wpatrywali się we mnie z otwartymi gębami. 
- Jak to? - spytał Evan widocznie zszokowany obrotem wydarzeń.
- Thomas. - westchnęłam -Chyba musimy porozmawiać. Ruszyłam w kierunku domu, a chłopak bez słowa za mną.
- Możesz mi to wszystko wytłumaczyć? - spytał kiedy drzwi wejściowe zatrzasnęły się za nami.
- Nie ma nic do tłumaczenia. - odparłam oschle.
- Rose do cholery, kiedy miałaś mi zamiar powiedzieć, ze będziemy mieli razem dziecko?! - wrzasnął waląc pięścią w ścianę.
Do oczy napłynęły mi łzy, a po krótkiej chwili płynęły strumieniem po moich policzkach. Thomas widząc to uspokoił się nieco.
- Proszę, cię wytłumacz mi to. - powiedział już nieco łagodniejszym tonem.
- Ja... Przepraszam. Bałam się. Bałam się ci o tym powiedzieć. Nie wiedziałam jak zareagujesz. Bałam się, że mnie zostawisz Ja..
- Przestań. - przerwał mi podchodząc do mnie i ujmując moją twarz w dłonie. - Rose, kocham cię jak cholera, nie mógłbym cię zostawić, ie jestem taką świnia. - powiedział łagodnym głosem.
- Wiem, ja przepraszam. Nie wiem dlaczego to ukrywałam. - dodałam po czym kolejna łza zaczęła wyznaczać mokrą trasę na moim policzku.
- Zajmiemy się tym dzieckiem razem, damy radę. - powiedział przytulając mnie do siebie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam, że już nie jestem z tym sama. Ogromny ciężar spadł z moich pleców. -  Nawet nie wiesz jak mi ulżyło. Tak się martwiłem, myślałem, że już nie jestem ci potrzebny, ze już mnie nie kochasz. - dodał ze spuszczona głową.
- Thom, kocham cię najbardziej na świecie. - odparłam całując go w usta najpierw delikatnie, a następnie wpijając się łapczywie w jego usta.
- Brakowało mi tego. - wyznał kiedy wyzwoliłam go ze swoich objęć.
- Mnie też. - powiedziałam z uśmiechem na ustach.
- Jedna rzecz nie daje mi ciągle spokoju. - przyznał kiedy mieliśmy już wychodzić.
-Co takiego? - spytałam.
- Kim był ten facet, który przywiózł cię rano pod szkołę?
Roześmiałam się aż brzuch mnie rozbolał, łzy napłynęły mi do oczu tym razem ze śmiechu
- To był Paul, mój brat. - odparłam kiedy już się uspokoiłam.
- Serio? Tak dawno go nie wiedziałem...
- Tak wiem, tez go nie poznałam. - powiedziałam ze śmiechem kiedy szliśmy w kierunku naszych przyjaciół.
Kiedy wróciliśmy do reszty wszyscy byli kompletnie pijani. Nie wiedziałam, że można się tak szybko upić. Alex przewalałam się coś mamrocząc pod nosem i przytulają się do O'briena.
- Odprowadźmy ich. - powiedział Thomas podchodząc do Evana. Z całego towarzystwa tylko Ally była przytomna i pomogła Sangsterowi podnieść swojego chłopaka.
- Wstawaj! - krzyknęłam szturchając Alex w ramię na co brunetka odpowiedziała mi zabójczym spojrzeniem i powróciła do migdalenia się z Dylanem.
- Idziemy do domu. - powiedziałam podnosząc ją za rękę.
- A mogę zabrać ze sobą Dylusia?? - spytała tarmosząc chłopaka za rękę. Cicho westchnęłam i zgodziłam się. Odprowadziliśmy Evana i Ally do domku chłopaków po czym reszta naszej czwórki udała się do naszego. Brunet położył się na łózko Alex, a dziewczyna na nim. Momentalnie zasnęli.
- Pierwszy raz w życiu widzę tak narżniętą Alex - powiedział Thomas z niedowierzaniem.
- Ja też. - odparłam kiedy kładliśmy się do łóżka. Leżeliśmy dłuższa chwilę przytuleni do siebie kiedy chłopak zabrał głos.
- Gdzie chciałabyś jechać na wakacje? 
- Nie ważne gdzie, ważne abym zawsze była z tobą. - odparłam uśmiechając się na co Thommy odpowiedział mi tym samym.
- Co powiesz na Londyn? Wiesz niedługo będą twoje urodziny, trzeba to jakoś uczcić.
- Chyba żartujesz. - spytałam. chłopak spojrzał się na mnie niewzruszony. - Serio lecimy do Londynu? - spytałam podekscytowana nadal nie wierząc w jego słowa.
- Zawsze chciałaś zwiedzić to miast, a ja kocham cię uszczęśliwiać...
- Boże, jesteś kochany! - pisnęłam całując go w usta. - Ale musiałeś na to wydać kupę pieniędzy...
- To się nie liczy. Ważne, ze spędzimy miło czas, wszyscy razem.
- Reszta tez leci? - spytałam zszokowana.
- Jeżeli tylko będą mieli ochotę to pewnie, czemu nie? Mam w Londynie ciocię, która zajmuje się domkami turystycznymi więc to nie będzie żaden kłopot. 
- Kocham cię Tommy.
- Ja ciebie też Rose.
Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Dla takich chwil warto żyć. Szczęśliwa, w ramionach mojego ukochanego pogrążyłam się we śnie.


_________________________________________________


Proszę i o to następny rozdział! Przepraszam, że tak długo go nie było ale przez szkołę nie miałam zbytnio czasu i weny na pisanie ale wzięłam się do roboty i postaram się aby rozdział był przynajmniej raz na tydzień albo i częściej. Chce wyrobić w sobie regularność i mam nadzieję, że mi się to uda. W między czasie byłam na premierze Prób Ognia co dało mi wenę na kolejne rozdziały. Thomas na wielkim ekranie był taki cudowny! Nadal jestem podekscytowana chociaż minął już ponad tydzień od premiery i nie mogę się doczekać, aż film wejdzie do internetu żebym mogła oglądać po tysiąc razy mojego słodziaka! Następny rozdział pojawi się już niedługo :)








                                                 

czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 5

Spokojnie Rose, uspokój się. nie masz pewności. Już wiele razy zdarzyło ci się, że spóźnił ci się okres. Przecież to nic takiego. Sięgnęłam po kosmetyczkę mamy znajdującą się w ostatniej szufladzie łazienkowej komody w nadziei, że znajdę coś chociaż tak naprawdę nie wiedziałam co próbuję znaleźć. Nagle natknęłam się na jeszcze nie otwarty test ciążowy. Pewnie z przed kilku tygodni kiedy to mama myślała, że jest w ciąży lecz okazało się, że jednak nie była. Z niepewnością wzięłam kawałek plastiku do rąk. Przeczytawszy ulotkę z wielkim lękiem i nadzieją wykonałam test. Zamknęłam oczy i wstrzymałam oddech. Spojrzałam na małą szybkę i z przerażenia upuściłam przedmiot, który jeszcze przed chwilą znajdował się w moich rękach. Pozytywny. W jednym momencie poczułam jak do mojego ciała napływają fale gorąca, serce przyśpieszyło i z trudem łapałam oddech. To niemożliwe. Dlaczego? Dlaczego mi się to przytrafiło. Nagle poczułam jak krople łez spływają mi po policzkach. Nie miałam pojęcia co mam zrobić. Jak zareagują rodzice? Jak zareaguje Thomas? Tego się najbardziej obawiałam. Nie mogą się o tym dowiedzieć, jeszcze nie teraz. Odczuwałam silną potrzebę wygadania się komuś, potrzebowałam wsparcia. Pierwszą osobą jaka przyszła mi na myśl była Alex. Szybko otarłam policzki ze spływających strumieniem łez, umyłam zęby i ubrałam się w leżące na ziemi dresy i zwykłą podkoszulkę. Schowałam telefon do kieszeni, zamknęłam drzwi od domu i ruszyłam w kierunku domu Alex. Miałam szczęście, że Peters mieszka zaledwie 2 przecznice ode mnie. Po kilku minutach szybkiego marszu stanęłam przed drzwiami domu państwa Peters. Zadzwoniłam dzwonkiem i po chwili w drzwiach ukazała się Alex w piżamie z rozczochranymi włosami.
- Dzięki Rose, właśnie mnie obudziłaś. Nie mogłaś zadzwonić? - spytała z wyrzutami zaspana. Nic nie mówiąc po prostu rzuciłam się jej na szyję. Po raz kolejny łzy popłynęły z moich oczu.
- Rose, co się stało? - spytała zdziwiona Peters. Odkleiłam się od przyjaciółki, zamknęłam drzwi frontowe i spojrzałam z powrotem na Alex.
- No mów, bo zaraz mnie rozerwie. - powiedziała zaniepokojona.
- Jestem w ciąży. - powiedziałam przełykając łzy, które napłynęły mi już do ust.
- O boże Rose, jesteś pewna? - spytała zszokowana zasłaniając usta dłonią.
- Tak, zrobiłam test.
- Thomas wie?
- Nie. Alex obiecaj mi, że mu nie powiesz, że nikomu nie powiesz, nie jestem na to jeszcze gotowa. - powiedziałam wycierając łzy z policzków.
- Spokojnie Rose, nikomu nie powiem. Ale nie rozumiem... jak to się mogło stać? Chyba się zabezpieczaliście? Nie byłabyś tak głupia...
- No jasne, ja sama nie wiem jak to jest możliwe, może po prostu mam pecha, może tak miało być. - odparłam wzdychając.
- Kiedy to się stało? - spytała zdziwiona Peters.
- Nie było za dużo okazji... To musiało zdarzyć się w urodziny Thoma. - powiedziałam zamyślona. - Hm... Jakiego trzeba mieć pecha, żeby po pierwszym razie zajść w ciążę. Chyba tylko ja tak potrafię. - powiedziałam sarkastycznie z pogardliwym uśmiechem i na powrót zaniosłam się płaczem.
- Już dobrze Rose, wszystko będzie dobrze. - powiedziała Alex pocieszająco przytulając mnie i głaszcząc po ramieniu.
- Nie wiem co teraz zrobię, co ze szkołą? Jak ukończę liceum? Co ludzie powiedzą? Przecież mam dopiero 17 lat... - zasłoniłam twarz dłońmi w znaku załamania.
- Jakoś to będzie, masz mnie, dasz sobie radę.
- Nie wiem Alex, nie wiem... - odparłam spuszczając głowę w dół.
- Chyba... Chyba nie zamierzasz usunąć? - spytała zszokowana.
- Nie, nawet nie brałam takiej opcji pod uwagę. Co się stało tego już nie cofnę. Urodzę to dziecko, a dalej jakoś samo się ułoży.
- Chodź do salonu, zrobię nam herbaty. - podsunęła Alex z lekkim uśmiechem i zachęcającym gestem wskazała na salon. Przez kilka godzin oglądałyśmy jakieś seriale i rozmawiałyśmy jak zawsze. Peters zaparzyła herbatę i przyniosła wielką paczkę lodów i słodycze. Starałam się nie myśleć co będzie i jak potoczy się moje życie. Chciałam spędzić przyjemne popołudnie z moją przyjaciółką. Po rozmowie z Alex zdałam sobie sprawę, że ciąża to nie jest koniec świata. Dam sobie przecież jakoś radę, muszę. Po miło spędzonym czasie z przyjaciółką zrobiło się już późno. Udałam się do domu i wykonałam swoją codzienną, wieczorną rutynę. Kiedy miałam już kłaść się spać poczułam wibracje swojego telefonu. Był to sms od Thomasa.





                                   od: Thom♥
                          Dobranoc Rosalie, widzimy się jutro :*






                                             do: Thom♥
                                       Dobranoc Thomas.






Kiedy przeczytałam wiadomość od Sangstera moje zmartwienia wróciły. Nie wiedziałam co mam zrobić. Czy mam mu powiedzieć? Strasznie się bałam, bałam się odrzucenia. A co jeśli mnie zostawi?Postanowiłam, że na razie nic mu nie powiem. Sama jeszcze nie mogę przyjąć tego do świadomości,a  co dopiero będzie czół Thomas kiedy mu o tym powiem. Muszę najpierw sama oswoić się z tym faktem.




                          ***********************




Ta noc była najdłuższą nocą w moim życiu. Prawie wcale nie zmrużyłam oka. Przez cały czas gnębiły mnie koszmary. Ledwo wstałam z łóżka i powlokłam swoje zmaltretowane ciało do łazienki. Umyłam zęby i twarz, a następnie starałam się ukryć moje zmęczenie makijażem żeby chociaż trochę przypominać człowieka. Ubrałam się i zeszłam na dół zrobić śniadanie. Wsypałam płatki do miski, zalałam mlekiem i bez większego entuzjazmu wpychałam w siebie rozmokłe kulki. Kiedy skończyłam swój posiłek spojrzałam na zegar, który mówił mi, że do przyjazdu autobusu mam jeszcze pół godziny. Z racji iż przystanek autobusowy mieścił się tuz pod moim domem nie musiałam się zbytnio śpieszyć. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor, na którego ekranie właśnie był wyświetlany mój ulubiony serial. Starałam skupić się na jego fabule lecz bez większego sukcesu. Czułam się jak zombie, dosłownie. Wszystkie dźwięki i kolory zlewały się ze sobą, a moje powieki mimowolnie się zamykały. Wyłączyłam telewizor i wstałam z kanapy starając się nie zasnąć. Poszłam do łazienki jeszcze raz umyć zęby i uczesać włosy, które pozostawiłam rozpuszczone. Założyłam buty, ubrałam kurtkę i wyszłam na dwór. Dzisiejszy dzień był pochmurny i ponury co sprawiło, że byłam jeszcze bardziej senna. Kiedy dowlokłam się do przystanku ujrzałam Alex nadchodzącą z drugiej strony. Żwawym krokiem podążała w moim kierunku entuzjastycznie machając. Pomachałam jej i usiadłam na ławce.
- Hej Rose! Jak się spało? - spytała z wielkim uśmiechem na ustach.
- Nawet nie pytaj. - odparłam otwierając oczy. - Nie mogłam spać.
- Ooo biedna. Ale za to ja się wyspałam - dodała siadając obok mnie.
- Niezmiernie mnie to cieszy. - odparłam wstając, gdyż nadjeżdżał właśnie nasz autobus.
W drodze do szkoły rozmawiałyśmy o jakiś bzdetach, jak to zawsze. Kiedy dotarłyśmy na miejsce pod szkołą czekał już na mnie Thomas. Podążyłam w jego kierunku.
- Cześć. - przywitał mnie całusem w czoło.
- Hej. - odparłam.
Chłopak odsunął mnie od siebie i spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
- Nie obraź się ale wyglądasz... trochę jak trup. - skomentował z uśmiechem
- I tak się też czuję. Źle spałam.
- Za to ja spałem jak zabity - dodał.
- Dzięki, pocieszyłeś mnie. - odparłam ironicznie wywracając oczami.
Ruszyliśmy w kierunku głównego wejścia w milczeniu. Kiedy szliśmy korytarzem dołączył do nas Dylan z Alex i Evanem. Nie zbyt skupiałam się na tym o czym rozmawiają. Kiedy zadzwonił dzwonek ruszyłam z Alex do naszej klasy. Niestety nie udało mi się zdrzemnąć na żadnej lekcji dlatego wróciłam do domu wymordowana. zjadłam obiad, umyłam się i posiedziałam trochę w internecie. Byłam strasznie zmęczona więc tego dnia położyłam się wcześnie spać.



                           **********************




W tym tygodniu nie wydarzyło się nic spektakularnego. Kiedy wyszłam w piątek ze szkoły poczułam, że żyję. Koniec, już wakacje. Poczułam się jakby ktoś zdjął ze mnie wielki ciężar. Wesoła w towarzystwie Alex udałam się na autobus. Moja przyjaciółka była strasznie podekscytowana jutrzejszym wyjazdem na obóz, zresztą ja też. Tydzień nad jeziorem w towarzystwie moich przyjaciół był naprawdę dobra opcją.
- To co, wpadniesz dzisiaj do mnie i pomożesz mi się spakować? - spytała podekscytowana Peters kiedy wysiadałyśmy z autobusu.
- No pewnie, napiszę ci jeszcze sms'a kiedy będę wychodzić. - odparłam uradowana.
- Okej, no to do zobaczenia. - przytuliła mnie po czym oddaliła się wesołym krokiem.
Kiedy otworzyłam drzwi domu pierwsze co ujrzałam to leżące walizki u progu drzwi. Rodzice mieli zamiar jechać na wakacje? Zdziwiło mnie to ponieważ zawsze uprzedzali mnie o takich rzeczach.
- Cześć Rose! - usłyszałam znajomy głos zza filaru oddzielającego salon od korytarza.
- Paul? - spytałam zdziwiona idąc w kierunku, z którego dobiegał głos i ujrzałam mojego brata siedzącego na kanapie. - O matko! No nareszcie łaskawie postanowiłeś odwiedzić swoją młodszą siostrę! - rzuciłam przytulając go z entuzjazmem.
- W końcu kiedyś trzeba. - dodał po czym szturchnęłam go ramieniem.
- Rodzice jeszcze nie wrócili?
- Nie, ale na szczęście ty już jesteś bo zanudziłbym się na śmierć - oznajmił z uśmiechem na ustach.
- Aaaa, czyli to twoje walizki walają się pod drzwiami, no ładnie.
- Oj no jestem zmęczony i takie tam. - przeciągnął się i ziewnął.
- Bardzo wiarygodne. - dodałam śmiejąc się na co odpowiedział mi tym samym.
- Opowiadaj jak tam, co z Thomasem? Jak wam się układa? - spytał kiedy usiedliśmy na kanapie.
- Ah, z Thomasem. No wiesz... - zaczęłam.
- Zerwaliście? Jeśli tak to przepraszam ale...
- Nie. - przerwałam mu w połowie zdania. - Nie zerwaliśmy. To.. to coś innego. Ja nie wiem czy powinnam ci o tym mówić...
- No mów. Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko. - oznajmił zachęcająco.
- Tylko błagam, nie mówi nic rodzicom. Sama im to powiem, ale jeszcze nie teraz. 
- Obiecuję ale mów bo zaczynam się lekko niepokoić...
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam powoli.
-Ja... Jestem w ciąży Paul rozumiesz? Nie wiem, ja nie wiem jak to się mogło zdarzyć, zabezpieczamy się i w ogóle ja... nie wiem, na prawdę nie wiem.
Paul przez chwilę siedział jak wryty. Nie mogłam odgadnąć jego wyrazu twarzy.
- Thomas wie? - nagle zabrał głos.
- Nie, właśnie w tym problem, że nie wiem jak mu to powiedzieć.
- Musisz mu to powiedzieć, zresztą rodzicom też. Wiesz co? Sam im to powiem. - nagle wstał i udał się w kierunku kuchni.
- Nie Paul, poczekaj! - wstałam i podążyłam za bratem. - Obiecałeś, że im nie powiesz!
- Ale myślałem, że chodzi o coś błahego, a ty wyskakujesz mi tu z ciążą, oni muszą...
- Wiem Paul, wiem... - przerwałam mu. - Jutro jadę na obóz razem z Thomasem i tam zamierzam mu wszystko powiedzieć, a po powrocie powiemy moim i jego rodzicom razem. Paul, przysięgnij mi, że nic im nie powiesz, przysięgnij! - odparłam ze łzami w oczach łapiąc brata za nadgarstek.
- Dobrze, nic im nie powiem - odparł Paul z nieco już lżejszym tonem. - Wszystko będzie dobrze Rose. Nie martw się. - dodał po czym przyciągnął mnie do swojej piersi i opiekuńczo przytulił.
- Dzięki Paul, jesteś najlepszym bratem. - wymamrotałam wtulając swoją twarz w jego tors.
- Jesteś głodna? - powiedział po krótkiej chwili ciszy. - Wiesz, miałem dość sporo czasu wolnego więc zrobiłem obiad.
- No pewnie, jeszcze się pytasz? - odparłam siadając przy stole. Paul podał mi talerz z ryżem, sosem i kurczakiem. Po kilku minutach z posiłku nie było już śladu.
- Widzę, że ci smakowało. - powiedział z uśmiechem zabierając talerz i wkładając go do zmywarki.
- I to jak, musisz częściej wpadać.
- Dzięki mała. - poczochrał mnie po głowie. - To jak, urządzamy sobie rodzinny wieczór? Jak za dawnych lat?
- No pewnie, stare planszówki kurzą się gdzieś na strychu, idź po nie, a ja napiszę do Alex, że jednak dzisiaj do niej nie przyjdę. 
- Okej. - odparł z entuzjazmem po czym udał się na strych.
Resztę dnia spędziłam z Paulem i rodzicami grając w gry planszowe i rozmawiając jak kiedyś. Bardzo brakowało mi takich rodzinnych wieczorów i cieszyłam się, że mój brat przyjechał. Bardzo go kocham, jest najlepszym bratem pod słońcem. Po długim wieczorze zmęczona nastawiłam budzik na 6 rano i poszłam spać.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 4






Już od rana siedziałam jak na szpilkach czekając na przyjazd Thomasa. Byłam straszliwie podekscytowana naszą rocznicą. Nadal nie wiedziałam dokąd mnie zabiera co sprawiało, że jeszcze bardziej się denerwowałam. Moich rodziców nie było przez cały weekend w domu więc nie musiałam się spieszyć z przygotowaniami. Mimo iż nie wiedziałam na co mam się przygotować postanowiłam, że na taką okazję założę sukienkę w odcieniu pudrowego różu z rozkloszowanym dołem i większym dekoltem na plecach, którą kupiłam ostatnio. Założyłam te same buty, które miałam na sobie wczoraj ponieważ były bardzo wygodne, a w moim makijażu jedynym elementem, który się odznaczało była czerwona szminka na moich ustach. Sangster miał być po mnie o godzinie 17, a do jego przyjazdu została mi jeszcze godzina, przez która krzątałam się bez celu po domu. Kiedy usłyszałam silnik samochodu Thomasa, chłopak nawet nie zdążył z niego wysiąść, a ja już czekałam na niego z otwartymi drzwiami. Z uśmiechem na ustach wysiadł z pojazdu po czym otworzył drzwi od strony pasażera i zachęcającym gestem kazał mi wejść do środka. Podekscytowana zamknęłam dom na klucz, który schowałam do kremowej kopertówki i tanecznym krokiem udałam się w stronę mojego chłopaka. Kiedy ruszaliśmy słońce nadal było wysoko na niebie lecz ledwo widoczne przez zakrywające je chmury co sprawiało, że nie było tak gorąco.
-Powiesz mi w końcu gdzie mnie zabierasz? - spytałam podekscytowana po chwili jazdy.
-Nope. - odpowiedział Tom z łobuzerskim uśmiechem.
Przez resztę drogi nie zawracałam mu głowy pytaniem, na które nadal nie znałam odpowiedzi ponieważ doskonale wiedziałam, że i tak mi nie odpowie. Cała droga zeszła nam na śpiewaniu durnowatych piosenek z radia oraz wygłupianiu się. Kiedy wjeżdżaliśmy na parking koło dużego budynku zauważyłam, że jest to lodowisko. Trochę się zdziwiłam, lodowisko w wakacje? Mimo tego bez oporu ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Kiedy weszliśmy do środka klimat momentalnie się ochłodził co bardzo mi pasowało. Tommy wypożyczył łyżwy i ruszyliśmy na lodowisko.
- Wiesz, że nigdy w życiu nie jeździłam na łyżwach? - powiedziałam zawiązując sznurówkę.
- To proste, prawie tak samo jak jazda na rolkach. - odparł z uśmiechem.
- W tym akurat jestem dobra. - dodałam próbując wstać z krzesła.
- Mam nadzieję, że się nie zabijesz. Może być zabawnie. - rzucił wjeżdżając na lód. Wywróciłam oczami i poszłam w ślady chłopaka. Podpierając się o ogrodzenie postawiłam pierwsze kroki na lodzie. Trudno było mi utrzymać równowagę patrząc na to jak Thom bez najmniejszego problemu sunie po zmarzniętej powierzchni. Z kroku na krok szło mi coraz lepiej.  W pewnym momencie poczułam, że już dostatecznie panuję nad równowagą aby oderwać się od szyby i podjechać do Sangstera. Ostrożnie kierowałam się w stronę chłopaka. Kiedy już prawie dotykałam go wyciągnięta przed siebie ręką straciłam równowagę i upadłam na zimny lód. Thomas zaczął chichotać po czym podał mi rękę.
- Ty ciamajdo. - dogryzł mi ciągnąc mnie do góry.
- Nie każdy tutaj jeździ na łyżwach od dzieciństwa. - uderzyłam go w ramię po czym starałam się oddalić z gracją. Jak zwykle nie udało mi się to i kilka razy się zachwiałam.
- Jak dziecko. - dodał Tommy podążając za mną. - Chodź. - Jedną ręką ujął moją dłoń, a druga oplótł wokół mojej talii i powoli ruszył do przodu. Kiedy poczuł, że już wystarczająco kontroluję swoja równowagę ostrożnym ruchem puścił moją dłoń. Powoli jechałam do przodu i nawet dobrze mi już wychodziło. Coraz pewniej sunęłam po lodzie starając się nie myśleć o upadku.
- Dobrze ci idzie - pochwalił mnie Thomas kiedy tylko mnie dogonił.
- Widzisz, nie jestem taka zła. - zaśmiałam się po czym przyśpieszyłam. Thom miał rację, jazda na łyżwach jest podobna do jazdy na rolkach. Z minuty na minutę czułam się coraz pewniej. Po około 1,5h jazdy nasz czas na lodowisku już minął i musieliśmy oddać wypożyczone łyżwy. Spodobała mi się jazda na lodzie.
- Może teraz coś zjemy?-zaproponował rudy.
Pewnie.-powiedziałam posyłając mu lekki uśmiech. Sangster chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku restauracji. 
- Na co masz ochotę? - spytał Tommy przeglądając kartę.
- Spaghetti.  - powiedziałam z uśmiechem. Po chwili zjawiła się kelnerka z notesem i długopisem oraz wielkim uśmiechem na twarzy, który pewnie wyrobiła sobie przez ten czas kiedy tutaj pracowała.
- Dzień dobry Państwu, czy mogłabym przyjąć zamówienie? - spytała kelnerka po czym otworzyła swój notes i przyłożyła do niego długopis gotowa w każdej chwili zacząć notować.
- Dzień dobry, poprosimy 2 razy spaghetti oraz colę. - powiedział Thomas.
- Już się robi. - odparła kelnerka po czym zamknęła notes, odwróciła się na piecie i zniknęła za ladą. Po chwili zjawiła się z naszym piciem i ponownie zniknęła za drzwiami do kuchni.
- Mam coś dla ciebie. - nagle oznajmił Thomas wyciągając z kieszeni czarne pudełeczko. Podał mi je z uśmiechem i przyglądał się mojej reakcji. Ostrożnie odsunęłam wieczko pudełeczka i moim oczom ukazał się piękny, złoty naszyjnik. Był delikatny, z zawieszką w kształcie serduszka. Po prawej stronie wisiorka znajdowała się mała blaszka z wygrawerowanym napisem ,,Thomas". Łzy napłynęły mi do oczu.
- Dziękuję, jest piękny. - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Założyć ci go? - spytał chłopak widocznie ucieszony moją reakcją. W odpowiedzi pokiwałam twierdząco głową. Thomas wstał i delikatnym ruchem założył wisiorek na moją szyje delikatnie muskając moją skórę.
- Też mam coś dla ciebie. - wyciągnęłam z mojej torebki pudełko w kształcie sześcianu i podałam chłopakowi. Tomy otworzył pudełeczko i uśmiechnął się. 
- Jej, dzięki Rose. Już od dawna szukałem takiego. - powiedział po czym założył zegarek na rękę.
- Cieszę się, że ci się podoba. - uśmiechnęłam się.
- Jest świetny. - dodał i zaczął majstrować przy nowym nabytku.
Minęło kilka minut, a kelnerka nadal się nie pojawiała, już byłam znudzona czekaniem i miałam ochotę jechać do domu.
- Thomas, jedźmy już. - powiedziałam głosem pełnym znudzenia.
- A jedzenie? - spytał zdziwiony.
- Wolisz mnie czy jedzenie. - powiedziałam gładząc chłopaka po dłoni. Thomas przełknął ślinę po czym wyciągną z portfela pieniądze, położył je na stole, wstał i ciągnąc mnie za dłoń ruszył w kierunku wyjścia. Już po kilu minutach staliśmy pod moim domem. Wyszliśmy z auta po czym otworzyłam drzwi do domu i weszliśmy do środka. Kiedy zamykałam drzwi od wewnątrz poczułam jak Thommy chwyta mnie w talii i zaczyna całować moją szyję. Odwróciłam się na pięcie po czym agresywnie wpiłam się w jego usta. Wplotłam palce w jego rude włosy i naparłam na niego ciałem. Zrzuciłam swoje buty nie odrywając się od chłopaka po czym wskoczyłam na niego i oplotłam nogi wokół jego pasa. Thomas oparł mnie o ścianę trzymając za uda. Nawet na chwilę nie przerwaliśmy naszego pocałunku. Powoli zaczęłam odpinać jego koszulę, która od razu wylądowała na podłodze. Po chwili chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju. Położył delikatnie na łózko i jednym ruchem zsunął moją sukienkę. Składał pocałunki na mojej szyi, obojczykach oraz na brzuchu, a potem na powrót wrócił do moich ust. Kiedy chłopak pieścił moje usta szybkim ruchem odpięłam pasek u jego spodni. Teraz oboje byliśmy w samej bieliźnie. Tommy przeniósł swoje ręce na moje plecy. Po chwili zdałam sobie sprawę, że jesteśmy nadzy. 
- Masz prezerwatywę? - spytałam podejrzliwie.
- Nie.
- To dobrze. - odparłam.
- Czemu? - spytał chłopak nieco zdziwiony.
- To znaczy, że nie jesteś świnia i nie myślałeś tylko o sexie. - odparłam całując jego usta. Ręce Thoma przeniosły się na moje piersi, które zaczął pieścić. 
- Ja mam. - dodałam nagle sięgając do szafki nocnej po gumkę. Chłopak jednym ruchem rozerwał opakowanie i założył prezerwatywę na swojego przyjaciela. Powoli wszedł we mnie delikatnie poruszając biodrami. Powoli przyśpieszał, a nasze oddechy stały się krótkie i płytkie. Czułam, że obydwoje jesteśmy już blisko. Już po chwili triumfowaliśmy. Tommy opadł na łóżko obok mnie.
- Kocham cię. - powiedział chłopak całując mnie w czoło.
- Też cię kocham. - odparłam. - Nawet nie wiesz jak bardzo. - przytuliłam się do chłopaka i po chwili odpłynełam.



                            * * * * * * * * * * 


Kiedy obudziłam się rano Thomasa już nie było. Zeszłam na dół aby przygotować śniadanie. Na stole leżała kartka od Sangstera.


                      Musiałem wyjść wcześniej, mam
                                  kilka spraw do załatwienia
                                              kocham cię
                                   Thomas



Przygotowałam śniadanie, włączyłam telewizor i zaczęłam jeść. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jaka jestem głodna. Kiedy byłam w połowie mojego posiłku poczułam silne odruchy wymiotne. Pobiegłam do łazienki i zwróciłam wszystko co zjadłam. Było mi niedobrze. Wstałam aby umyć zęby. Kiedy wyciągałam szczoteczkę z półki pod zlewem coś mnie zaniepokoiło. Zdałam sobie sprawę, że już od prawie 2 miesięcy nie dostałam okresu. Coś było nie tak. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy to to, że jestem w ciąży. Nie, przecież to nie mogło się zdarzyć. Usiadłam opierając się o ścianę. podciągnęłam nogi pod brodę i oplotłam się rękami. To nie może być prawda...



niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 3






Ten tydzień minął mi dosyć szybko co sprawiło mi ogromną radość. Nie mogłam już się doczekać dzisiejszego wieczoru. Końcoworoczny bal miał się się rozpocząć o godzinie 20:30. Oczywiście Alex przyszła do mnie o godzinę wcześniej aby zrobić sobie fryzurę, umalować się, a przy okazji pogadać o różnych sprawach.
- Dylan i Thomas będą po nas o 20? - spytała dziewczyna malując rzęsy.
- Mam nadzieję, że się nie spóźnią. - odpowiedziałam przewracając oczami na co Alex uśmiechnęła się i z powrotem wróciła do wykonywanej wcześniej czynności.
- Gdzie Thomas zabiera cię jutro na waszą rocznicę? - zapytała od niechcenia chociaż widziałam, że bardzo ją to interesowało.
- Sama jeszcze nie wiem- odparłam wzruszając ramionami.
- Nie powiedział ci?!- odparła lekko zdziwionym głosem po czym uśmiechnęła się podekscytowana. - Niespodzianka, romantycznie. Jesteście tacy słodcy.- powiedziała z zadowoleniem.
-Za to ty jesteś wkurzająca. - odparłam.
- Ej! - Krzyknęła i szturchnęła mnie ramieniem na co odpowiedziałam jej tym samym. Po pomalowaniu się założyłyśmy swoje sukienki. Kreacja Alex była w kolorze starego złota, ze srebrnymi wzorami i wyciętą łezką na plecach, a od pasa w dół była ona czarna, z delikatnego tiulu. Ja natomiast postawiłam na klasyczną, koronkową, białą sukienkę ze złotym zamkiem z tyłu. Zarówno ja jak i Alex wybrałyśmy na szpilki. Peters dokomponowała czarne, wysokie obcasy natomiast ja nie miałam zamiaru zabić się o własne nogi i postanowiłam wybrać kremowe, z nieco niższym i grubszym obcasem. Alex zrobiła delikatne fale i postawiła na rozpuszczone włosy ja natomiast chciałam trochę zaszaleć i z boku głowy uplotłam małego warkocza po czym wplątałam go w koka, którego poluzowałam. Chłopcy pojawili się po paru minutach. Moja mama otworzyła im drzwi, a my spakowałyśmy najpotrzebniejsze rzeczy do torebek i zeszłyśmy na dół. Moja rodzicielka oczywiście musiała nam porobić milion zdjęć przed wyjściem bo uważała, że ,,wyglądamy tak pięknie wszyscy razem". Kiedy udało nam się wyrwać wsiedliśmy do samochodu Thomasa i ruszyliśmy. Do szkoły dotarliśmy po kilku minutach, oczywiście spóźnieni, dzięki mamo. Kiedy weszliśmy na sale większość par rozpoczynała swoje pierwsze tańce. Tylko nieliczni przesiadywali przy stole z przekąskami. Dylan i Alex poszli zatańczyć, natomiast ja z Thomasem usiedliśmy. 
- Zaraz wrócę - oznajmiłam. - skoczę tylko do łazienki.
- Okej. - odparł pijąc jakiś napój. Wstałam z miejsca i niezdarnie ruszyłam w kierunku drzwi przez, które właśnie wchodziła Ashley z wielką miską ponczu. Starałam się przejść koło niej obojętnie jednak kiedy nasze spojrzenia się spotkały zauważyłam w jej oczach wstręt i nienawiści. Właśnie w tym momencie poczułam jak cała zawartość szklanej miski ląduje na mojej białej sukience.
- O jejku, przepraszam! - krzyknęła Ash jednak po jej wyrazie twarzy i spojrzeniu można było wywnioskować, że to wcale nie był przypadek. - Tak strasznie cię przepraszam, musiałam się zagapić. - sięgnęła po serwetki leżące na stole i zaczęła ścierać plamę. Poczułam wzrok innych na swoich plecach oraz dłoń Thomasa na moim ramieniu.
- Daruj sobie. - wyrwał dziewczynie serwetki. - Zrobiłaś to specjalnie, widziałem.
- Ależ Thomas..
- Daj spokój. - przerwał dziewczynie i wyprowadził mnie na zewnątrz.
- O rany, ta plama nigdy nie zejdzie! - powiedziałam głosem pełnym żalu. - lubiłam tą sukienkę.
- Czemu ta cała Ashley musi nam wszystko psuć! - krzyknął zdenerwowany kopiąc kamień. - chciałem żeby ten bal był idealny, to był nasz ostatni rok razem w szkole, a ona wszystko zniszczyła.
- Nie pozwolę żeby taka głupota zniszczyła nam wieczór. - ujęłam jego twarz w dłonie. - najważniejsze, że jesteśmy tu razem. - uśmiechnął się po czym pocałował mnie czule.
- Kocham cię Rose, wiesz? - powiedział przytulając mnie.
- Tez cię kocham Thom. - odparłam i pocałowałam go przelotnie w usta po czym wróciliśmy na salę. Oprócz tego incydentu wieczór minął mi bardzo miło. Długo tańczyliśmy z Thomasem oraz Alex przy czym trochę się powygłupiałyśmy. Kiedy wróciłam do domu przebrałam się w piżamę i zmęczona opadłam na łózko. Jutrzejszy dzień będzie jeszcze lepszy od dzisiejszego.

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 2




Dzisiaj wstałam dosyć wcześnie, wręcz niewyobrażalnie wcześnie jak na mnie w weekend. Tym razem nie musiałam jeść nic na szybko bo cała moja rodzina siedziała właśnie przy stole jedząc śniadanie. Rodzice od czasu do czasu zadawali mi jakieś pytania typu ,,co u ciebie?'' i ,,jak tam w szkole?". Moi rodzice rzadko bywali w domu. Mój tata pracował w firmie samochodowej rozwożąc auta więc ciągle był w trasie, a mama pracowała jako projektantka wnętrz. Mimo iż nie zbyt często się z nimi widywałam to mieliśmy dobry kontakt, a szczególnie z mamą. Zawsze mnie rozumiała i wspierała. Po wyjściu rodziców zabrałam się za zmywanie po czym poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Kiedy myłam włosy usłyszałam wibracje i dzwonek mojego telefonu. Szybko sięgnęłam po niego do szafki i odebrałam mokrą ręką.
-Halo? Rose? - spytała Alex.
-Hm... no nie wiem czy to ja.- odpowiedziałam z sarkazmem.
-No co? Wybierałam numer na ślepo. To o której się widzimy? - spytała zaspanym głosem.
-O 14, jak było ustalone. - odparłam chcąc jak najszybciej zakończyć tę rozmowę.
-A co ty taka oschła?! - spytała zdziwiona. - Okres ci się spóźnia czy co?
-No wiesz, właśnie siedzę naga pod prysznicem cała w pianie i z zalanym telefonem. Jestem bardzo szczęśliwa. - odparłam trochę rozbawiona.
-Haha okej, no to w takim razie do 14! - zaoponowała po czym się rozłączyła.
Westchnęłam i zabrałam się za spłukiwanie piany z włosów. Kiedy wyszłam spod prysznica owinęłam się ręcznikiem i zabrałam się za makijaż. Pomalowałam rzęsy, przypudrowałam twarz i pomalowałam usta różową pomadką. Gdy zaczęłam suszyć włosy usłyszałam po raz kolejny dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam aby sprawdzić kto dzwoni. Gdy na wyświetlaczu mojego telefonu ujrzałam zdjęcie Thomasa szybkim ruchem przeciągnęłam znaczek z zieloną słuchawką.
-Cześć skarbie. - przywitał mnie chłopak z wyczuwalną radością w głosie.
-Hej, coś się stało? Za ile będziesz? - spytałam zmniejszając moc mojej suszarki tak abym dobrze słyszała co mówi Tom.
-No tak trochę stoję pod twoimi drzwiami od paru minut i pukam ale nikt mi nie otwiera. - oznajmił próbując udawać obrażonego przy czym jego głos był jeszcze
słodszy niż zazwyczaj.
-Ojej, przepraszam. Suszę włosy i nie słyszałam. Już idę! - wyrzuciłam i rozłączyłam się. Wyłączyłam suszarkę i szybkim ruchem zrzuciłam z siebie ręcznik, a jego miejsce zajął niebieski szlafrok. Schowałam suszarkę i przy okazji zgarnęłam swój telefon do kieszeni. Zbiegłam po schodach prawie z nich spadając i szybko otworzyłam drzwi. Thomas stał z założonymi rękami. Wyglądał jak obrażone dziecko, któremu mama zabrała cukierki. Bardzo mnie to rozbawiło. Złapałam go za rękę i wciągnęłam do środka przy okazji zamykając za sobą drzwi. Szybko na jego twarzy pojawił się uśmiech, który wywołał we mnie falę szczęścia. Powolnym krokiem udałam się do kuchni. Chłopak zdjął buty i podążył za mną.
-Chcesz coś do picia? - spytałam zaglądając do lodówki.
-Wodę - oznajmił podchodząc do mnie i całując mnie w szyję. Uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do blatu aby wyciągnąć szklankę. Thomas nie odrywając się ode mnie podążył za mną. Jego dłonie powędrowały w duł na moją talię. Delikatnym ruchem odsunął mój szlafrok na ramię i zaczął wędrować swoimi ustami po moim obojczyku. Odwróciłam się i łapczywie wpiłam się w jego wargi. Wplotłam palce w jego włosy i naparłam swoim ciałem na jego. Jego pocałunki były bardzo namiętne i pełne pożądania. Kiedy już miałam sięgać po krawędź jego bluzki zadzwonił telefon. Delikatnie oderwałam się od chłopaka mimo iż ten wcale nie miał zamiaru przestać. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i odebrałam.
-No gdzie wy się podziewacie? - wrzasnęła zdenerwowana Alex.
-No właśnie ten, no.. Zaraz będziemy. - wymamrotałam nie mogąc zaczerpnąć powietrza.
-Nie wiem co wy tam robicie, ale pośpieszcie się. - odparła po czym się rozłączyła.
Westchnęłam. Powolnym ruchem odłożyłam telefon na blat i spojrzałam na Thomasa. Chłopak uśmiechną się łobuzersko, pocałował mnie przelotnie, chwycił szklankę wody i usiadł przy stole.
-Idź się ubrać, tylko się pośpiesz bo Alex będzie się na mnie wyżywać. - powiedział przełykając wodę.
-Za chwilę jestem! - rzuciłam biegnąc po schodach do swojego pokoju. Szybko założyłam na siebie wcześniej już naszykowane ubrania. W drodze na dół zgarnęłam po drodze torebkę, w której trzymałam swoje oszczędności. Thomas czekał na mnie przy drzwiach z szerokim uśmiechem. Po paru minutach drogi znaleźliśmy się na wielkim parkingu przy galerii handlowej. Alex oczywiście przez dobre pół godziny narzekała na to, że musiała na mnie czekać i przez to ma mniej czasu na chodzenie po sklepach. Jak zwykle w takich momentach wyłączałam się i starałam się jej nie słuchać. Chłopcy poszli na jakiś durnowaty film science-fiction, a ja przez bite 2h szukałam idealnego prezentu na rocznicę dla mojego chłopaka. Obiecałam, że w tym roku nic mu nie kupię ale wiadome było, że nie dotrzymam danego słowa. Kiedy już dokonałam zakupu prezentu i byłam z niego zadowolona udałyśmy się z Alex do sklepu z sukienkami. Po długim szukaniu, kiedy już miałam wychodzić ze sklepu zrezygnowała, rzuciła mi się w oczy piękna sukienka w pudrowo-różowym odcieniu z wycięciem na plecach. Była ostatnia, jakby czekała specjalnie na mnie. Po 3 godzinach byłam już zmęczona. Chłopcy czekali na nas przy stoliku jedząc hamburgery i popijając colą. W pewnym momencie myślałam, że Alex ugnie się pod ciężarem zakupów, które uczyniła. Kiedy w końcu wróciłam do domu wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łózka. Byłam strasznie zmęczona.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 1

Oczami Rose


Czas dłużył mi się niemiłosiernie. Zazwyczaj dni mijały mi szybko ale kiedy zbliżały się wakacje zegar jakby stawał w miejscu. Dobrze, że siedziałam w ławce z Alex bo inaczej bym zwariowała. Z moich obserwacji wynikało, że i moja towarzyszka nie mogła już usiedzieć na swoim miejscu. Pan Harris nie starał się zbytnio z prowadzeniem lekcji. Widocznie on też już miał dosyć. Nawet nie zwracał uwagi na gadających uczniów, a zazwyczaj był na tym punkcie wyczulony. Alex bazgrała coś w zeszycie ze znudzeniem, a ja starałam się wsłuchać w to co mówi do nas nauczyciel, niestety bez skutku. Następna lekcja zapowiadała się dużo lepiej od tej. Jedyną lekcją jaką miałam ze wszystkimi moimi przyjaciółmi był w-f oraz plastyka dlatego były to dwie moje ulubione godziny zajęć. Do dzwonka pozostało 5 minut, które spędziłam na odliczaniu sekund. Większość klasy leżała nieprzytomnie na ławkach. Kiedy zadzwonił dzwonek wszyscy zerwali się z miejsc jak oparzeni.

- Dobrze. Na weekend nic wam nie zadaję. Nie mam ochoty sprawdzać waszych przedwakacyjnych wypocin. Do widzenia. - oznajmił pan Harris pakując swoje rzeczy do teczki.
-Wow, a jemu co się stało? - szepnęła Alex gdy wychodziłyśmy z klasy.
- Nie mam pojęcia, zazwyczaj lubi nas gnębić masą prac domowych. Pewnie tak jak my ma już dość. - oznajmiłam nie ukrywając swojego zadowolenia.
- Pewnie masz rację. - uśmiechnęła się i pociągnęła mnie za sobą w stronę damskiej szatni w-f.
- A ty co się tak spieszysz? - spytałam lekko zdziwiona jej zachowaniem. - Zazwyczaj nie lubisz się przemęczać, skąd ta zmiana? - dodałam ze złowieszczym uśmiechem na twarzy.
- Ostatnia lekcja i weekend! No nie wiem jak ty ale ja się bardzo cieszę. - odparła rozbierając się i zakładając strój sportowy.
- Czy aby na pewno tylko o to chodzi? A nie przypadkiem o to, że całą lekcję spędzisz w towarzystwie słodkiego, brązowookiego przystojniaka? - stwierdziłam poruszając sugestywnie brwiami.
- Nie przesadzaj, jest tu dopiero 3 tygodnie, nie znam go na tyle dobrze aby za nim szaleć. - odpowiedziała przewracając oczami.
- Widać, że ci się podoba, zresztą ty jemu też.
- Fakt, dobrze się dogadujemy i lubię jego towarzystwo ale na razie nic więcej.
- Na razie. -zachichotałam ściągając spodnie.
- A ten siniak na tyłku to skąd? - spytała wskazując na dużego, zielono-fioletowego siniaka na moim lewym pośladku. - Widzę, że nieźle szalałaś z Thomasem. - dogryzła mi z uśmiechem na twarzy.
- Muszę cię rozczarować skarbie, zaliczyłam glebę na rolkach. W sumie to wina Thoma bo zaczął mnie gonić, a ja straciłam równowagę i spadłam do rowu. - odparłam wciskając na pupę czarne short'y.
- Cała Rose... - powiedziała zaczepnie szturchając mnie łokciem gdy wchodziłyśmy na boisko szkolne. 

Reszta dziewczyn nawet nie zdążyła jeszcze wejść do szatni więc usiadłyśmy na rozgrzanej od słońca trawie. Alex wystawiła twarz do słońca starając się wyłapać trochę promieni słonecznych. Po paru chwilach wszyscy zaczęli się schodzić. Dziewczyny stały w grupkach i plotkowały, a ja wypatrywałam przybycia chłopców. Długo nie kazali mi czekać. Wszyscy szli śmiejąc się i wesoło przekomarzając. Thomas, Evan i Dylan machali nam z uśmiechem. Idąc w naszą stronę Sangster podbiegł do mnie unosząc mnie i kołysząc jak małe dziecko. Kiedy ostawił mnie na ziemię z czułością pocałował moje czoło.
- Hej - powiedział przytulając mnie do siebie.
- Cześć - odparłam uśmiechając się pod nosem. W jego ramionach czułam się taka bezpieczna. Jest jak prywatne słońce, które daje mi ciepło i szczęście. Z rozmyśleń wyrwała mnie zbliżająca się Ashley.
- O nie. - westchnęłam sama do siebie.
- Cześć Thomas. - powiedziała wyszczerzając zęby w coś na kształt uśmiechu.
- Ehem. - odchrząknęłam znacząco aby dać jej już po raz kolejny do zrozumienia żeby się odczepiła, niestety bez skutku. Zerknęła tylko na mnie ze spojrzeniem pełnym nienawiści po czym na powrót odwróciła twarz w stronę mojego chłopaka.
- Witaj Ashley. - zwrócił się do dziewczyny z wyczuwalna pogardą w głosie.
- Robisz coś w weekend? Wiesz... - złapała go za dłoń i zaczęła jeździć palcami po jego ramieniu w górę i w dół. Myślałam, że za chwilę już nie będę taka opanowana. - mam wolną chatę i...
- Daruj sobie. - przerwał jej stanowczym tonem odsuwając swoje ramię. - Odczep się od nas raz na zawsze! Mam już tego dość. Jesteś zwykłą suką. Przespałaś się już z tyloma kolesiami, że zabrakłoby mi palców u rak i nóg aby ich policzyć. Nie wiem czego ode mnie chcesz i w sumie wolę nie wiedzieć. A jakbyś jeszcze nie zauważyła to mam już wspaniała dziewczynę - skinął na mnie głowa. - i nie zamierzam tego zmieniać więc daj sobie spokój. - Ich krótką wymianę zdać musiało usłyszeć więcej osób bo teraz wszyscy wpatrywali się w nas z nadzieją, że z tej sytuacji wywiąże się bójka. Zbyt wiele rzeczy nie działo się w naszej szkole więc to zawsze jakaś rozrywka. Ash wpatrywała się w nas jak na pusta blondynkę przystało. Bez cienia speszenia lub zawstydzenia. Najwyraźniej słowa Thomasa nie zrobiły na niej większego wrażenia. Po protu odeszła zarzucając swoimi złotymi włosami.

- Boże co ona ma w głowie. - powiedział Thom nie ukrywając swojej złości.
- Codziennie zadaję sobie to samo pytanie. - odparłam gdy szliśmy w stronę naszych przyjaciół.
- Co tu się właśnie wydarzyło? - spytał Evan nie ukrywając zdziwienia.
- Teraz mnie się uczepiła. - westchnął Tom.
- Masz szczęście, że odkąd spotykasz się z Alison  dała ci spokój. - wtrąciła Alex szturchając brata łokciem.
- Jeszcze nigdy w życiu nie spotkałem tak natrętnej dziewczyny. - odparł Evan przez co nieco zaczęłam się martwić.
- Olej ją, w końcu się odczepi. - wtrącił Dylan ze spokojem.
- To Ashley, nie wiem do czego jest zdolna. - dodała Alex zwracając się do Dylana.

W tym samym momencie na boisko wbiegł trener z piłką gwiżdżąc gwizdkiem na znak,  że mamy się ustawić w szeregu.
- Dobra ofermy, dzisiaj zagracie sobie w zbijaka. Chłopaki na dziewczyny! - oznajmił kopiąc piłkę w naszą stronę. - Dziewczyny zaczynają! - zagwizdał ponownie gwizdkiem i rzucił nam piłkę.

Wszyscy nawalali się jak popadnie. Ja natomiast starałam się trzymać z boku nie zwracając na siebie większej uwagi. Jeszcze chciałam trochę pożyć. Alex uparcie celowała w Thomasa, który zwinnie przemieszczał się pomiędzy ciskaną w niego piłką. Evan z uporem celował we mnie lub w swoją siostrę, niestety, bez większego sukcesu. Co chwilę zerkałam w stronę Sangstera, który uśmiechał się do mnie przy czym wyglądał tak cholernie seksownie. W-f minął mi dość szybko.

sobota, 11 lipca 2015

Prolog

   


Jeszcze nigdy w życiu nie
czułam takiej pustki. Jakby
cząstka mnie została mi odebrana.
Moje życie w jednej chwili
straciło cały sens. Nigdy
nawet nie pomyślałabym,że
to wszystko może się tak
potoczyć. Teraz już nic
nie ma sensu. Jest
tylko ciemność.









Wprowadzenie





Rose Croven uczęszcza do 1 klasy lizeum razem ze swoją najlepsza przyjaciółka Alex Peters. Jest ona szczupłą, szarooką brunetką o jasnej karnacji i średnim wzroście (ok. 162cm). Urodziła się 26.03.1998r. Jest wesołą osobą ale i zarazem skromną, nieśmiałą i delikatną.

Thomas Sangster jest wysokim (ok. 180cm), wysportowanym rudzielcem o brązowych oczach i dziecięcej urodzie. Jak na swój wiek jest bardzo opiekuńczy i wrażliwy. Urodził się 16.05.1995r. Jest uczniem ostatniej klasy technikum w tej samej szkole co Rose.

Alex i Thomas są ze sobą już prawie 3 lata. 


Alex Peters to niebieskooka brunetka o wybuchowej naturze. Ma starszego brata Evana (20lat). Urodziła się w tym samym dniu co Rose.

Dylan O'Brein to 20-sto letni chłopak, który przeprowadził się z innego miasta kilka tygodni temu. Ma brązowe oczy i słodki uśmiech.

Evan Peters to 20-sto letni brat Alex. Chodzi do tej samej klasy co Thomas i Dylan.