Spokojnie Rose, uspokój się. nie masz pewności. Już wiele razy zdarzyło ci się, że spóźnił ci się okres. Przecież to nic takiego. Sięgnęłam po kosmetyczkę mamy znajdującą się w ostatniej szufladzie łazienkowej komody w nadziei, że znajdę coś chociaż tak naprawdę nie wiedziałam co próbuję znaleźć. Nagle natknęłam się na jeszcze nie otwarty test ciążowy. Pewnie z przed kilku tygodni kiedy to mama myślała, że jest w ciąży lecz okazało się, że jednak nie była. Z niepewnością wzięłam kawałek plastiku do rąk. Przeczytawszy ulotkę z wielkim lękiem i nadzieją wykonałam test. Zamknęłam oczy i wstrzymałam oddech. Spojrzałam na małą szybkę i z przerażenia upuściłam przedmiot, który jeszcze przed chwilą znajdował się w moich rękach. Pozytywny. W jednym momencie poczułam jak do mojego ciała napływają fale gorąca, serce przyśpieszyło i z trudem łapałam oddech. To niemożliwe. Dlaczego? Dlaczego mi się to przytrafiło. Nagle poczułam jak krople łez spływają mi po policzkach. Nie miałam pojęcia co mam zrobić. Jak zareagują rodzice? Jak zareaguje Thomas? Tego się najbardziej obawiałam. Nie mogą się o tym dowiedzieć, jeszcze nie teraz. Odczuwałam silną potrzebę wygadania się komuś, potrzebowałam wsparcia. Pierwszą osobą jaka przyszła mi na myśl była Alex. Szybko otarłam policzki ze spływających strumieniem łez, umyłam zęby i ubrałam się w leżące na ziemi dresy i zwykłą podkoszulkę. Schowałam telefon do kieszeni, zamknęłam drzwi od domu i ruszyłam w kierunku domu Alex. Miałam szczęście, że Peters mieszka zaledwie 2 przecznice ode mnie. Po kilku minutach szybkiego marszu stanęłam przed drzwiami domu państwa Peters. Zadzwoniłam dzwonkiem i po chwili w drzwiach ukazała się Alex w piżamie z rozczochranymi włosami.
- Dzięki Rose, właśnie mnie obudziłaś. Nie mogłaś zadzwonić? - spytała z wyrzutami zaspana. Nic nie mówiąc po prostu rzuciłam się jej na szyję. Po raz kolejny łzy popłynęły z moich oczu.
- Rose, co się stało? - spytała zdziwiona Peters. Odkleiłam się od przyjaciółki, zamknęłam drzwi frontowe i spojrzałam z powrotem na Alex.
- No mów, bo zaraz mnie rozerwie. - powiedziała zaniepokojona.
- Jestem w ciąży. - powiedziałam przełykając łzy, które napłynęły mi już do ust.
- O boże Rose, jesteś pewna? - spytała zszokowana zasłaniając usta dłonią.
- Tak, zrobiłam test.
- Thomas wie?
- Nie. Alex obiecaj mi, że mu nie powiesz, że nikomu nie powiesz, nie jestem na to jeszcze gotowa. - powiedziałam wycierając łzy z policzków.
- Spokojnie Rose, nikomu nie powiem. Ale nie rozumiem... jak to się mogło stać? Chyba się zabezpieczaliście? Nie byłabyś tak głupia...
- No jasne, ja sama nie wiem jak to jest możliwe, może po prostu mam pecha, może tak miało być. - odparłam wzdychając.
- Kiedy to się stało? - spytała zdziwiona Peters.
- Nie było za dużo okazji... To musiało zdarzyć się w urodziny Thoma. - powiedziałam zamyślona. - Hm... Jakiego trzeba mieć pecha, żeby po pierwszym razie zajść w ciążę. Chyba tylko ja tak potrafię. - powiedziałam sarkastycznie z pogardliwym uśmiechem i na powrót zaniosłam się płaczem.
- Już dobrze Rose, wszystko będzie dobrze. - powiedziała Alex pocieszająco przytulając mnie i głaszcząc po ramieniu.
- Nie wiem co teraz zrobię, co ze szkołą? Jak ukończę liceum? Co ludzie powiedzą? Przecież mam dopiero 17 lat... - zasłoniłam twarz dłońmi w znaku załamania.
- Jakoś to będzie, masz mnie, dasz sobie radę.
- Nie wiem Alex, nie wiem... - odparłam spuszczając głowę w dół.
- Chyba... Chyba nie zamierzasz usunąć? - spytała zszokowana.
- Nie, nawet nie brałam takiej opcji pod uwagę. Co się stało tego już nie cofnę. Urodzę to dziecko, a dalej jakoś samo się ułoży.
- Chodź do salonu, zrobię nam herbaty. - podsunęła Alex z lekkim uśmiechem i zachęcającym gestem wskazała na salon. Przez kilka godzin oglądałyśmy jakieś seriale i rozmawiałyśmy jak zawsze. Peters zaparzyła herbatę i przyniosła wielką paczkę lodów i słodycze. Starałam się nie myśleć co będzie i jak potoczy się moje życie. Chciałam spędzić przyjemne popołudnie z moją przyjaciółką. Po rozmowie z Alex zdałam sobie sprawę, że ciąża to nie jest koniec świata. Dam sobie przecież jakoś radę, muszę. Po miło spędzonym czasie z przyjaciółką zrobiło się już późno. Udałam się do domu i wykonałam swoją codzienną, wieczorną rutynę. Kiedy miałam już kłaść się spać poczułam wibracje swojego telefonu. Był to sms od Thomasa.
od: Thom♥
Dobranoc Rosalie, widzimy się jutro :*
do: Thom♥
Dobranoc Thomas.
Kiedy przeczytałam wiadomość od Sangstera moje zmartwienia wróciły. Nie wiedziałam co mam zrobić. Czy mam mu powiedzieć? Strasznie się bałam, bałam się odrzucenia. A co jeśli mnie zostawi?Postanowiłam, że na razie nic mu nie powiem. Sama jeszcze nie mogę przyjąć tego do świadomości,a co dopiero będzie czół Thomas kiedy mu o tym powiem. Muszę najpierw sama oswoić się z tym faktem.
***********************
Ta noc była najdłuższą nocą w moim życiu. Prawie wcale nie zmrużyłam oka. Przez cały czas gnębiły mnie koszmary. Ledwo wstałam z łóżka i powlokłam swoje zmaltretowane ciało do łazienki. Umyłam zęby i twarz, a następnie starałam się ukryć moje zmęczenie makijażem żeby chociaż trochę przypominać człowieka. Ubrałam się i zeszłam na dół zrobić śniadanie. Wsypałam płatki do miski, zalałam mlekiem i bez większego entuzjazmu wpychałam w siebie rozmokłe kulki. Kiedy skończyłam swój posiłek spojrzałam na zegar, który mówił mi, że do przyjazdu autobusu mam jeszcze pół godziny. Z racji iż przystanek autobusowy mieścił się tuz pod moim domem nie musiałam się zbytnio śpieszyć. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor, na którego ekranie właśnie był wyświetlany mój ulubiony serial. Starałam skupić się na jego fabule lecz bez większego sukcesu. Czułam się jak zombie, dosłownie. Wszystkie dźwięki i kolory zlewały się ze sobą, a moje powieki mimowolnie się zamykały. Wyłączyłam telewizor i wstałam z kanapy starając się nie zasnąć. Poszłam do łazienki jeszcze raz umyć zęby i uczesać włosy, które pozostawiłam rozpuszczone. Założyłam buty, ubrałam kurtkę i wyszłam na dwór. Dzisiejszy dzień był pochmurny i ponury co sprawiło, że byłam jeszcze bardziej senna. Kiedy dowlokłam się do przystanku ujrzałam Alex nadchodzącą z drugiej strony. Żwawym krokiem podążała w moim kierunku entuzjastycznie machając. Pomachałam jej i usiadłam na ławce.
- Hej Rose! Jak się spało? - spytała z wielkim uśmiechem na ustach.
- Nawet nie pytaj. - odparłam otwierając oczy. - Nie mogłam spać.
- Ooo biedna. Ale za to ja się wyspałam - dodała siadając obok mnie.
- Niezmiernie mnie to cieszy. - odparłam wstając, gdyż nadjeżdżał właśnie nasz autobus.
W drodze do szkoły rozmawiałyśmy o jakiś bzdetach, jak to zawsze. Kiedy dotarłyśmy na miejsce pod szkołą czekał już na mnie Thomas. Podążyłam w jego kierunku.
- Cześć. - przywitał mnie całusem w czoło.
- Hej. - odparłam.
Chłopak odsunął mnie od siebie i spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
- Nie obraź się ale wyglądasz... trochę jak trup. - skomentował z uśmiechem
- I tak się też czuję. Źle spałam.
- Za to ja spałem jak zabity - dodał.
- Dzięki, pocieszyłeś mnie. - odparłam ironicznie wywracając oczami.
Ruszyliśmy w kierunku głównego wejścia w milczeniu. Kiedy szliśmy korytarzem dołączył do nas Dylan z Alex i Evanem. Nie zbyt skupiałam się na tym o czym rozmawiają. Kiedy zadzwonił dzwonek ruszyłam z Alex do naszej klasy. Niestety nie udało mi się zdrzemnąć na żadnej lekcji dlatego wróciłam do domu wymordowana. zjadłam obiad, umyłam się i posiedziałam trochę w internecie. Byłam strasznie zmęczona więc tego dnia położyłam się wcześnie spać.
**********************
W tym tygodniu nie wydarzyło się nic spektakularnego. Kiedy wyszłam w piątek ze szkoły poczułam, że żyję. Koniec, już wakacje. Poczułam się jakby ktoś zdjął ze mnie wielki ciężar. Wesoła w towarzystwie Alex udałam się na autobus. Moja przyjaciółka była strasznie podekscytowana jutrzejszym wyjazdem na obóz, zresztą ja też. Tydzień nad jeziorem w towarzystwie moich przyjaciół był naprawdę dobra opcją.
- To co, wpadniesz dzisiaj do mnie i pomożesz mi się spakować? - spytała podekscytowana Peters kiedy wysiadałyśmy z autobusu.
- No pewnie, napiszę ci jeszcze sms'a kiedy będę wychodzić. - odparłam uradowana.
- Okej, no to do zobaczenia. - przytuliła mnie po czym oddaliła się wesołym krokiem.
Kiedy otworzyłam drzwi domu pierwsze co ujrzałam to leżące walizki u progu drzwi. Rodzice mieli zamiar jechać na wakacje? Zdziwiło mnie to ponieważ zawsze uprzedzali mnie o takich rzeczach.
- Cześć Rose! - usłyszałam znajomy głos zza filaru oddzielającego salon od korytarza.
- Paul? - spytałam zdziwiona idąc w kierunku, z którego dobiegał głos i ujrzałam mojego brata siedzącego na kanapie. - O matko! No nareszcie łaskawie postanowiłeś odwiedzić swoją młodszą siostrę! - rzuciłam przytulając go z entuzjazmem.
- W końcu kiedyś trzeba. - dodał po czym szturchnęłam go ramieniem.
- Rodzice jeszcze nie wrócili?
- Nie, ale na szczęście ty już jesteś bo zanudziłbym się na śmierć - oznajmił z uśmiechem na ustach.
- Aaaa, czyli to twoje walizki walają się pod drzwiami, no ładnie.
- Oj no jestem zmęczony i takie tam. - przeciągnął się i ziewnął.
- Bardzo wiarygodne. - dodałam śmiejąc się na co odpowiedział mi tym samym.
- Opowiadaj jak tam, co z Thomasem? Jak wam się układa? - spytał kiedy usiedliśmy na kanapie.
- Ah, z Thomasem. No wiesz... - zaczęłam.
- Zerwaliście? Jeśli tak to przepraszam ale...
- Nie. - przerwałam mu w połowie zdania. - Nie zerwaliśmy. To.. to coś innego. Ja nie wiem czy powinnam ci o tym mówić...
- No mów. Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko. - oznajmił zachęcająco.
- Tylko błagam, nie mówi nic rodzicom. Sama im to powiem, ale jeszcze nie teraz.
- Obiecuję ale mów bo zaczynam się lekko niepokoić...
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam powoli.
-Ja... Jestem w ciąży Paul rozumiesz? Nie wiem, ja nie wiem jak to się mogło zdarzyć, zabezpieczamy się i w ogóle ja... nie wiem, na prawdę nie wiem.
Paul przez chwilę siedział jak wryty. Nie mogłam odgadnąć jego wyrazu twarzy.
- Thomas wie? - nagle zabrał głos.
- Nie, właśnie w tym problem, że nie wiem jak mu to powiedzieć.
- Musisz mu to powiedzieć, zresztą rodzicom też. Wiesz co? Sam im to powiem. - nagle wstał i udał się w kierunku kuchni.
- Nie Paul, poczekaj! - wstałam i podążyłam za bratem. - Obiecałeś, że im nie powiesz!
- Ale myślałem, że chodzi o coś błahego, a ty wyskakujesz mi tu z ciążą, oni muszą...
- Wiem Paul, wiem... - przerwałam mu. - Jutro jadę na obóz razem z Thomasem i tam zamierzam mu wszystko powiedzieć, a po powrocie powiemy moim i jego rodzicom razem. Paul, przysięgnij mi, że nic im nie powiesz, przysięgnij! - odparłam ze łzami w oczach łapiąc brata za nadgarstek.
- Dobrze, nic im nie powiem - odparł Paul z nieco już lżejszym tonem. - Wszystko będzie dobrze Rose. Nie martw się. - dodał po czym przyciągnął mnie do swojej piersi i opiekuńczo przytulił.
- Dzięki Paul, jesteś najlepszym bratem. - wymamrotałam wtulając swoją twarz w jego tors.
- Jesteś głodna? - powiedział po krótkiej chwili ciszy. - Wiesz, miałem dość sporo czasu wolnego więc zrobiłem obiad.
- No pewnie, jeszcze się pytasz? - odparłam siadając przy stole. Paul podał mi talerz z ryżem, sosem i kurczakiem. Po kilku minutach z posiłku nie było już śladu.
- Widzę, że ci smakowało. - powiedział z uśmiechem zabierając talerz i wkładając go do zmywarki.
- I to jak, musisz częściej wpadać.
- Dzięki mała. - poczochrał mnie po głowie. - To jak, urządzamy sobie rodzinny wieczór? Jak za dawnych lat?
- No pewnie, stare planszówki kurzą się gdzieś na strychu, idź po nie, a ja napiszę do Alex, że jednak dzisiaj do niej nie przyjdę.
- Okej. - odparł z entuzjazmem po czym udał się na strych.
Resztę dnia spędziłam z Paulem i rodzicami grając w gry planszowe i rozmawiając jak kiedyś. Bardzo brakowało mi takich rodzinnych wieczorów i cieszyłam się, że mój brat przyjechał. Bardzo go kocham, jest najlepszym bratem pod słońcem. Po długim wieczorze zmęczona nastawiłam budzik na 6 rano i poszłam spać.
Świetny rozdział i mam nadzieję, że Rose wkrótce powie Thomas'owi o dziecku :) Czekam na następny z niecierpliwością <3
OdpowiedzUsuńSuperowe ;-) jestem ciekawa jak to się potocz. .<3
OdpowiedzUsuń