czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 5

Spokojnie Rose, uspokój się. nie masz pewności. Już wiele razy zdarzyło ci się, że spóźnił ci się okres. Przecież to nic takiego. Sięgnęłam po kosmetyczkę mamy znajdującą się w ostatniej szufladzie łazienkowej komody w nadziei, że znajdę coś chociaż tak naprawdę nie wiedziałam co próbuję znaleźć. Nagle natknęłam się na jeszcze nie otwarty test ciążowy. Pewnie z przed kilku tygodni kiedy to mama myślała, że jest w ciąży lecz okazało się, że jednak nie była. Z niepewnością wzięłam kawałek plastiku do rąk. Przeczytawszy ulotkę z wielkim lękiem i nadzieją wykonałam test. Zamknęłam oczy i wstrzymałam oddech. Spojrzałam na małą szybkę i z przerażenia upuściłam przedmiot, który jeszcze przed chwilą znajdował się w moich rękach. Pozytywny. W jednym momencie poczułam jak do mojego ciała napływają fale gorąca, serce przyśpieszyło i z trudem łapałam oddech. To niemożliwe. Dlaczego? Dlaczego mi się to przytrafiło. Nagle poczułam jak krople łez spływają mi po policzkach. Nie miałam pojęcia co mam zrobić. Jak zareagują rodzice? Jak zareaguje Thomas? Tego się najbardziej obawiałam. Nie mogą się o tym dowiedzieć, jeszcze nie teraz. Odczuwałam silną potrzebę wygadania się komuś, potrzebowałam wsparcia. Pierwszą osobą jaka przyszła mi na myśl była Alex. Szybko otarłam policzki ze spływających strumieniem łez, umyłam zęby i ubrałam się w leżące na ziemi dresy i zwykłą podkoszulkę. Schowałam telefon do kieszeni, zamknęłam drzwi od domu i ruszyłam w kierunku domu Alex. Miałam szczęście, że Peters mieszka zaledwie 2 przecznice ode mnie. Po kilku minutach szybkiego marszu stanęłam przed drzwiami domu państwa Peters. Zadzwoniłam dzwonkiem i po chwili w drzwiach ukazała się Alex w piżamie z rozczochranymi włosami.
- Dzięki Rose, właśnie mnie obudziłaś. Nie mogłaś zadzwonić? - spytała z wyrzutami zaspana. Nic nie mówiąc po prostu rzuciłam się jej na szyję. Po raz kolejny łzy popłynęły z moich oczu.
- Rose, co się stało? - spytała zdziwiona Peters. Odkleiłam się od przyjaciółki, zamknęłam drzwi frontowe i spojrzałam z powrotem na Alex.
- No mów, bo zaraz mnie rozerwie. - powiedziała zaniepokojona.
- Jestem w ciąży. - powiedziałam przełykając łzy, które napłynęły mi już do ust.
- O boże Rose, jesteś pewna? - spytała zszokowana zasłaniając usta dłonią.
- Tak, zrobiłam test.
- Thomas wie?
- Nie. Alex obiecaj mi, że mu nie powiesz, że nikomu nie powiesz, nie jestem na to jeszcze gotowa. - powiedziałam wycierając łzy z policzków.
- Spokojnie Rose, nikomu nie powiem. Ale nie rozumiem... jak to się mogło stać? Chyba się zabezpieczaliście? Nie byłabyś tak głupia...
- No jasne, ja sama nie wiem jak to jest możliwe, może po prostu mam pecha, może tak miało być. - odparłam wzdychając.
- Kiedy to się stało? - spytała zdziwiona Peters.
- Nie było za dużo okazji... To musiało zdarzyć się w urodziny Thoma. - powiedziałam zamyślona. - Hm... Jakiego trzeba mieć pecha, żeby po pierwszym razie zajść w ciążę. Chyba tylko ja tak potrafię. - powiedziałam sarkastycznie z pogardliwym uśmiechem i na powrót zaniosłam się płaczem.
- Już dobrze Rose, wszystko będzie dobrze. - powiedziała Alex pocieszająco przytulając mnie i głaszcząc po ramieniu.
- Nie wiem co teraz zrobię, co ze szkołą? Jak ukończę liceum? Co ludzie powiedzą? Przecież mam dopiero 17 lat... - zasłoniłam twarz dłońmi w znaku załamania.
- Jakoś to będzie, masz mnie, dasz sobie radę.
- Nie wiem Alex, nie wiem... - odparłam spuszczając głowę w dół.
- Chyba... Chyba nie zamierzasz usunąć? - spytała zszokowana.
- Nie, nawet nie brałam takiej opcji pod uwagę. Co się stało tego już nie cofnę. Urodzę to dziecko, a dalej jakoś samo się ułoży.
- Chodź do salonu, zrobię nam herbaty. - podsunęła Alex z lekkim uśmiechem i zachęcającym gestem wskazała na salon. Przez kilka godzin oglądałyśmy jakieś seriale i rozmawiałyśmy jak zawsze. Peters zaparzyła herbatę i przyniosła wielką paczkę lodów i słodycze. Starałam się nie myśleć co będzie i jak potoczy się moje życie. Chciałam spędzić przyjemne popołudnie z moją przyjaciółką. Po rozmowie z Alex zdałam sobie sprawę, że ciąża to nie jest koniec świata. Dam sobie przecież jakoś radę, muszę. Po miło spędzonym czasie z przyjaciółką zrobiło się już późno. Udałam się do domu i wykonałam swoją codzienną, wieczorną rutynę. Kiedy miałam już kłaść się spać poczułam wibracje swojego telefonu. Był to sms od Thomasa.





                                   od: Thom♥
                          Dobranoc Rosalie, widzimy się jutro :*






                                             do: Thom♥
                                       Dobranoc Thomas.






Kiedy przeczytałam wiadomość od Sangstera moje zmartwienia wróciły. Nie wiedziałam co mam zrobić. Czy mam mu powiedzieć? Strasznie się bałam, bałam się odrzucenia. A co jeśli mnie zostawi?Postanowiłam, że na razie nic mu nie powiem. Sama jeszcze nie mogę przyjąć tego do świadomości,a  co dopiero będzie czół Thomas kiedy mu o tym powiem. Muszę najpierw sama oswoić się z tym faktem.




                          ***********************




Ta noc była najdłuższą nocą w moim życiu. Prawie wcale nie zmrużyłam oka. Przez cały czas gnębiły mnie koszmary. Ledwo wstałam z łóżka i powlokłam swoje zmaltretowane ciało do łazienki. Umyłam zęby i twarz, a następnie starałam się ukryć moje zmęczenie makijażem żeby chociaż trochę przypominać człowieka. Ubrałam się i zeszłam na dół zrobić śniadanie. Wsypałam płatki do miski, zalałam mlekiem i bez większego entuzjazmu wpychałam w siebie rozmokłe kulki. Kiedy skończyłam swój posiłek spojrzałam na zegar, który mówił mi, że do przyjazdu autobusu mam jeszcze pół godziny. Z racji iż przystanek autobusowy mieścił się tuz pod moim domem nie musiałam się zbytnio śpieszyć. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor, na którego ekranie właśnie był wyświetlany mój ulubiony serial. Starałam skupić się na jego fabule lecz bez większego sukcesu. Czułam się jak zombie, dosłownie. Wszystkie dźwięki i kolory zlewały się ze sobą, a moje powieki mimowolnie się zamykały. Wyłączyłam telewizor i wstałam z kanapy starając się nie zasnąć. Poszłam do łazienki jeszcze raz umyć zęby i uczesać włosy, które pozostawiłam rozpuszczone. Założyłam buty, ubrałam kurtkę i wyszłam na dwór. Dzisiejszy dzień był pochmurny i ponury co sprawiło, że byłam jeszcze bardziej senna. Kiedy dowlokłam się do przystanku ujrzałam Alex nadchodzącą z drugiej strony. Żwawym krokiem podążała w moim kierunku entuzjastycznie machając. Pomachałam jej i usiadłam na ławce.
- Hej Rose! Jak się spało? - spytała z wielkim uśmiechem na ustach.
- Nawet nie pytaj. - odparłam otwierając oczy. - Nie mogłam spać.
- Ooo biedna. Ale za to ja się wyspałam - dodała siadając obok mnie.
- Niezmiernie mnie to cieszy. - odparłam wstając, gdyż nadjeżdżał właśnie nasz autobus.
W drodze do szkoły rozmawiałyśmy o jakiś bzdetach, jak to zawsze. Kiedy dotarłyśmy na miejsce pod szkołą czekał już na mnie Thomas. Podążyłam w jego kierunku.
- Cześć. - przywitał mnie całusem w czoło.
- Hej. - odparłam.
Chłopak odsunął mnie od siebie i spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
- Nie obraź się ale wyglądasz... trochę jak trup. - skomentował z uśmiechem
- I tak się też czuję. Źle spałam.
- Za to ja spałem jak zabity - dodał.
- Dzięki, pocieszyłeś mnie. - odparłam ironicznie wywracając oczami.
Ruszyliśmy w kierunku głównego wejścia w milczeniu. Kiedy szliśmy korytarzem dołączył do nas Dylan z Alex i Evanem. Nie zbyt skupiałam się na tym o czym rozmawiają. Kiedy zadzwonił dzwonek ruszyłam z Alex do naszej klasy. Niestety nie udało mi się zdrzemnąć na żadnej lekcji dlatego wróciłam do domu wymordowana. zjadłam obiad, umyłam się i posiedziałam trochę w internecie. Byłam strasznie zmęczona więc tego dnia położyłam się wcześnie spać.



                           **********************




W tym tygodniu nie wydarzyło się nic spektakularnego. Kiedy wyszłam w piątek ze szkoły poczułam, że żyję. Koniec, już wakacje. Poczułam się jakby ktoś zdjął ze mnie wielki ciężar. Wesoła w towarzystwie Alex udałam się na autobus. Moja przyjaciółka była strasznie podekscytowana jutrzejszym wyjazdem na obóz, zresztą ja też. Tydzień nad jeziorem w towarzystwie moich przyjaciół był naprawdę dobra opcją.
- To co, wpadniesz dzisiaj do mnie i pomożesz mi się spakować? - spytała podekscytowana Peters kiedy wysiadałyśmy z autobusu.
- No pewnie, napiszę ci jeszcze sms'a kiedy będę wychodzić. - odparłam uradowana.
- Okej, no to do zobaczenia. - przytuliła mnie po czym oddaliła się wesołym krokiem.
Kiedy otworzyłam drzwi domu pierwsze co ujrzałam to leżące walizki u progu drzwi. Rodzice mieli zamiar jechać na wakacje? Zdziwiło mnie to ponieważ zawsze uprzedzali mnie o takich rzeczach.
- Cześć Rose! - usłyszałam znajomy głos zza filaru oddzielającego salon od korytarza.
- Paul? - spytałam zdziwiona idąc w kierunku, z którego dobiegał głos i ujrzałam mojego brata siedzącego na kanapie. - O matko! No nareszcie łaskawie postanowiłeś odwiedzić swoją młodszą siostrę! - rzuciłam przytulając go z entuzjazmem.
- W końcu kiedyś trzeba. - dodał po czym szturchnęłam go ramieniem.
- Rodzice jeszcze nie wrócili?
- Nie, ale na szczęście ty już jesteś bo zanudziłbym się na śmierć - oznajmił z uśmiechem na ustach.
- Aaaa, czyli to twoje walizki walają się pod drzwiami, no ładnie.
- Oj no jestem zmęczony i takie tam. - przeciągnął się i ziewnął.
- Bardzo wiarygodne. - dodałam śmiejąc się na co odpowiedział mi tym samym.
- Opowiadaj jak tam, co z Thomasem? Jak wam się układa? - spytał kiedy usiedliśmy na kanapie.
- Ah, z Thomasem. No wiesz... - zaczęłam.
- Zerwaliście? Jeśli tak to przepraszam ale...
- Nie. - przerwałam mu w połowie zdania. - Nie zerwaliśmy. To.. to coś innego. Ja nie wiem czy powinnam ci o tym mówić...
- No mów. Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko. - oznajmił zachęcająco.
- Tylko błagam, nie mówi nic rodzicom. Sama im to powiem, ale jeszcze nie teraz. 
- Obiecuję ale mów bo zaczynam się lekko niepokoić...
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam powoli.
-Ja... Jestem w ciąży Paul rozumiesz? Nie wiem, ja nie wiem jak to się mogło zdarzyć, zabezpieczamy się i w ogóle ja... nie wiem, na prawdę nie wiem.
Paul przez chwilę siedział jak wryty. Nie mogłam odgadnąć jego wyrazu twarzy.
- Thomas wie? - nagle zabrał głos.
- Nie, właśnie w tym problem, że nie wiem jak mu to powiedzieć.
- Musisz mu to powiedzieć, zresztą rodzicom też. Wiesz co? Sam im to powiem. - nagle wstał i udał się w kierunku kuchni.
- Nie Paul, poczekaj! - wstałam i podążyłam za bratem. - Obiecałeś, że im nie powiesz!
- Ale myślałem, że chodzi o coś błahego, a ty wyskakujesz mi tu z ciążą, oni muszą...
- Wiem Paul, wiem... - przerwałam mu. - Jutro jadę na obóz razem z Thomasem i tam zamierzam mu wszystko powiedzieć, a po powrocie powiemy moim i jego rodzicom razem. Paul, przysięgnij mi, że nic im nie powiesz, przysięgnij! - odparłam ze łzami w oczach łapiąc brata za nadgarstek.
- Dobrze, nic im nie powiem - odparł Paul z nieco już lżejszym tonem. - Wszystko będzie dobrze Rose. Nie martw się. - dodał po czym przyciągnął mnie do swojej piersi i opiekuńczo przytulił.
- Dzięki Paul, jesteś najlepszym bratem. - wymamrotałam wtulając swoją twarz w jego tors.
- Jesteś głodna? - powiedział po krótkiej chwili ciszy. - Wiesz, miałem dość sporo czasu wolnego więc zrobiłem obiad.
- No pewnie, jeszcze się pytasz? - odparłam siadając przy stole. Paul podał mi talerz z ryżem, sosem i kurczakiem. Po kilku minutach z posiłku nie było już śladu.
- Widzę, że ci smakowało. - powiedział z uśmiechem zabierając talerz i wkładając go do zmywarki.
- I to jak, musisz częściej wpadać.
- Dzięki mała. - poczochrał mnie po głowie. - To jak, urządzamy sobie rodzinny wieczór? Jak za dawnych lat?
- No pewnie, stare planszówki kurzą się gdzieś na strychu, idź po nie, a ja napiszę do Alex, że jednak dzisiaj do niej nie przyjdę. 
- Okej. - odparł z entuzjazmem po czym udał się na strych.
Resztę dnia spędziłam z Paulem i rodzicami grając w gry planszowe i rozmawiając jak kiedyś. Bardzo brakowało mi takich rodzinnych wieczorów i cieszyłam się, że mój brat przyjechał. Bardzo go kocham, jest najlepszym bratem pod słońcem. Po długim wieczorze zmęczona nastawiłam budzik na 6 rano i poszłam spać.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 4






Już od rana siedziałam jak na szpilkach czekając na przyjazd Thomasa. Byłam straszliwie podekscytowana naszą rocznicą. Nadal nie wiedziałam dokąd mnie zabiera co sprawiało, że jeszcze bardziej się denerwowałam. Moich rodziców nie było przez cały weekend w domu więc nie musiałam się spieszyć z przygotowaniami. Mimo iż nie wiedziałam na co mam się przygotować postanowiłam, że na taką okazję założę sukienkę w odcieniu pudrowego różu z rozkloszowanym dołem i większym dekoltem na plecach, którą kupiłam ostatnio. Założyłam te same buty, które miałam na sobie wczoraj ponieważ były bardzo wygodne, a w moim makijażu jedynym elementem, który się odznaczało była czerwona szminka na moich ustach. Sangster miał być po mnie o godzinie 17, a do jego przyjazdu została mi jeszcze godzina, przez która krzątałam się bez celu po domu. Kiedy usłyszałam silnik samochodu Thomasa, chłopak nawet nie zdążył z niego wysiąść, a ja już czekałam na niego z otwartymi drzwiami. Z uśmiechem na ustach wysiadł z pojazdu po czym otworzył drzwi od strony pasażera i zachęcającym gestem kazał mi wejść do środka. Podekscytowana zamknęłam dom na klucz, który schowałam do kremowej kopertówki i tanecznym krokiem udałam się w stronę mojego chłopaka. Kiedy ruszaliśmy słońce nadal było wysoko na niebie lecz ledwo widoczne przez zakrywające je chmury co sprawiało, że nie było tak gorąco.
-Powiesz mi w końcu gdzie mnie zabierasz? - spytałam podekscytowana po chwili jazdy.
-Nope. - odpowiedział Tom z łobuzerskim uśmiechem.
Przez resztę drogi nie zawracałam mu głowy pytaniem, na które nadal nie znałam odpowiedzi ponieważ doskonale wiedziałam, że i tak mi nie odpowie. Cała droga zeszła nam na śpiewaniu durnowatych piosenek z radia oraz wygłupianiu się. Kiedy wjeżdżaliśmy na parking koło dużego budynku zauważyłam, że jest to lodowisko. Trochę się zdziwiłam, lodowisko w wakacje? Mimo tego bez oporu ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Kiedy weszliśmy do środka klimat momentalnie się ochłodził co bardzo mi pasowało. Tommy wypożyczył łyżwy i ruszyliśmy na lodowisko.
- Wiesz, że nigdy w życiu nie jeździłam na łyżwach? - powiedziałam zawiązując sznurówkę.
- To proste, prawie tak samo jak jazda na rolkach. - odparł z uśmiechem.
- W tym akurat jestem dobra. - dodałam próbując wstać z krzesła.
- Mam nadzieję, że się nie zabijesz. Może być zabawnie. - rzucił wjeżdżając na lód. Wywróciłam oczami i poszłam w ślady chłopaka. Podpierając się o ogrodzenie postawiłam pierwsze kroki na lodzie. Trudno było mi utrzymać równowagę patrząc na to jak Thom bez najmniejszego problemu sunie po zmarzniętej powierzchni. Z kroku na krok szło mi coraz lepiej.  W pewnym momencie poczułam, że już dostatecznie panuję nad równowagą aby oderwać się od szyby i podjechać do Sangstera. Ostrożnie kierowałam się w stronę chłopaka. Kiedy już prawie dotykałam go wyciągnięta przed siebie ręką straciłam równowagę i upadłam na zimny lód. Thomas zaczął chichotać po czym podał mi rękę.
- Ty ciamajdo. - dogryzł mi ciągnąc mnie do góry.
- Nie każdy tutaj jeździ na łyżwach od dzieciństwa. - uderzyłam go w ramię po czym starałam się oddalić z gracją. Jak zwykle nie udało mi się to i kilka razy się zachwiałam.
- Jak dziecko. - dodał Tommy podążając za mną. - Chodź. - Jedną ręką ujął moją dłoń, a druga oplótł wokół mojej talii i powoli ruszył do przodu. Kiedy poczuł, że już wystarczająco kontroluję swoja równowagę ostrożnym ruchem puścił moją dłoń. Powoli jechałam do przodu i nawet dobrze mi już wychodziło. Coraz pewniej sunęłam po lodzie starając się nie myśleć o upadku.
- Dobrze ci idzie - pochwalił mnie Thomas kiedy tylko mnie dogonił.
- Widzisz, nie jestem taka zła. - zaśmiałam się po czym przyśpieszyłam. Thom miał rację, jazda na łyżwach jest podobna do jazdy na rolkach. Z minuty na minutę czułam się coraz pewniej. Po około 1,5h jazdy nasz czas na lodowisku już minął i musieliśmy oddać wypożyczone łyżwy. Spodobała mi się jazda na lodzie.
- Może teraz coś zjemy?-zaproponował rudy.
Pewnie.-powiedziałam posyłając mu lekki uśmiech. Sangster chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku restauracji. 
- Na co masz ochotę? - spytał Tommy przeglądając kartę.
- Spaghetti.  - powiedziałam z uśmiechem. Po chwili zjawiła się kelnerka z notesem i długopisem oraz wielkim uśmiechem na twarzy, który pewnie wyrobiła sobie przez ten czas kiedy tutaj pracowała.
- Dzień dobry Państwu, czy mogłabym przyjąć zamówienie? - spytała kelnerka po czym otworzyła swój notes i przyłożyła do niego długopis gotowa w każdej chwili zacząć notować.
- Dzień dobry, poprosimy 2 razy spaghetti oraz colę. - powiedział Thomas.
- Już się robi. - odparła kelnerka po czym zamknęła notes, odwróciła się na piecie i zniknęła za ladą. Po chwili zjawiła się z naszym piciem i ponownie zniknęła za drzwiami do kuchni.
- Mam coś dla ciebie. - nagle oznajmił Thomas wyciągając z kieszeni czarne pudełeczko. Podał mi je z uśmiechem i przyglądał się mojej reakcji. Ostrożnie odsunęłam wieczko pudełeczka i moim oczom ukazał się piękny, złoty naszyjnik. Był delikatny, z zawieszką w kształcie serduszka. Po prawej stronie wisiorka znajdowała się mała blaszka z wygrawerowanym napisem ,,Thomas". Łzy napłynęły mi do oczu.
- Dziękuję, jest piękny. - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Założyć ci go? - spytał chłopak widocznie ucieszony moją reakcją. W odpowiedzi pokiwałam twierdząco głową. Thomas wstał i delikatnym ruchem założył wisiorek na moją szyje delikatnie muskając moją skórę.
- Też mam coś dla ciebie. - wyciągnęłam z mojej torebki pudełko w kształcie sześcianu i podałam chłopakowi. Tomy otworzył pudełeczko i uśmiechnął się. 
- Jej, dzięki Rose. Już od dawna szukałem takiego. - powiedział po czym założył zegarek na rękę.
- Cieszę się, że ci się podoba. - uśmiechnęłam się.
- Jest świetny. - dodał i zaczął majstrować przy nowym nabytku.
Minęło kilka minut, a kelnerka nadal się nie pojawiała, już byłam znudzona czekaniem i miałam ochotę jechać do domu.
- Thomas, jedźmy już. - powiedziałam głosem pełnym znudzenia.
- A jedzenie? - spytał zdziwiony.
- Wolisz mnie czy jedzenie. - powiedziałam gładząc chłopaka po dłoni. Thomas przełknął ślinę po czym wyciągną z portfela pieniądze, położył je na stole, wstał i ciągnąc mnie za dłoń ruszył w kierunku wyjścia. Już po kilu minutach staliśmy pod moim domem. Wyszliśmy z auta po czym otworzyłam drzwi do domu i weszliśmy do środka. Kiedy zamykałam drzwi od wewnątrz poczułam jak Thommy chwyta mnie w talii i zaczyna całować moją szyję. Odwróciłam się na pięcie po czym agresywnie wpiłam się w jego usta. Wplotłam palce w jego rude włosy i naparłam na niego ciałem. Zrzuciłam swoje buty nie odrywając się od chłopaka po czym wskoczyłam na niego i oplotłam nogi wokół jego pasa. Thomas oparł mnie o ścianę trzymając za uda. Nawet na chwilę nie przerwaliśmy naszego pocałunku. Powoli zaczęłam odpinać jego koszulę, która od razu wylądowała na podłodze. Po chwili chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju. Położył delikatnie na łózko i jednym ruchem zsunął moją sukienkę. Składał pocałunki na mojej szyi, obojczykach oraz na brzuchu, a potem na powrót wrócił do moich ust. Kiedy chłopak pieścił moje usta szybkim ruchem odpięłam pasek u jego spodni. Teraz oboje byliśmy w samej bieliźnie. Tommy przeniósł swoje ręce na moje plecy. Po chwili zdałam sobie sprawę, że jesteśmy nadzy. 
- Masz prezerwatywę? - spytałam podejrzliwie.
- Nie.
- To dobrze. - odparłam.
- Czemu? - spytał chłopak nieco zdziwiony.
- To znaczy, że nie jesteś świnia i nie myślałeś tylko o sexie. - odparłam całując jego usta. Ręce Thoma przeniosły się na moje piersi, które zaczął pieścić. 
- Ja mam. - dodałam nagle sięgając do szafki nocnej po gumkę. Chłopak jednym ruchem rozerwał opakowanie i założył prezerwatywę na swojego przyjaciela. Powoli wszedł we mnie delikatnie poruszając biodrami. Powoli przyśpieszał, a nasze oddechy stały się krótkie i płytkie. Czułam, że obydwoje jesteśmy już blisko. Już po chwili triumfowaliśmy. Tommy opadł na łóżko obok mnie.
- Kocham cię. - powiedział chłopak całując mnie w czoło.
- Też cię kocham. - odparłam. - Nawet nie wiesz jak bardzo. - przytuliłam się do chłopaka i po chwili odpłynełam.



                            * * * * * * * * * * 


Kiedy obudziłam się rano Thomasa już nie było. Zeszłam na dół aby przygotować śniadanie. Na stole leżała kartka od Sangstera.


                      Musiałem wyjść wcześniej, mam
                                  kilka spraw do załatwienia
                                              kocham cię
                                   Thomas



Przygotowałam śniadanie, włączyłam telewizor i zaczęłam jeść. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jaka jestem głodna. Kiedy byłam w połowie mojego posiłku poczułam silne odruchy wymiotne. Pobiegłam do łazienki i zwróciłam wszystko co zjadłam. Było mi niedobrze. Wstałam aby umyć zęby. Kiedy wyciągałam szczoteczkę z półki pod zlewem coś mnie zaniepokoiło. Zdałam sobie sprawę, że już od prawie 2 miesięcy nie dostałam okresu. Coś było nie tak. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy to to, że jestem w ciąży. Nie, przecież to nie mogło się zdarzyć. Usiadłam opierając się o ścianę. podciągnęłam nogi pod brodę i oplotłam się rękami. To nie może być prawda...



niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 3






Ten tydzień minął mi dosyć szybko co sprawiło mi ogromną radość. Nie mogłam już się doczekać dzisiejszego wieczoru. Końcoworoczny bal miał się się rozpocząć o godzinie 20:30. Oczywiście Alex przyszła do mnie o godzinę wcześniej aby zrobić sobie fryzurę, umalować się, a przy okazji pogadać o różnych sprawach.
- Dylan i Thomas będą po nas o 20? - spytała dziewczyna malując rzęsy.
- Mam nadzieję, że się nie spóźnią. - odpowiedziałam przewracając oczami na co Alex uśmiechnęła się i z powrotem wróciła do wykonywanej wcześniej czynności.
- Gdzie Thomas zabiera cię jutro na waszą rocznicę? - zapytała od niechcenia chociaż widziałam, że bardzo ją to interesowało.
- Sama jeszcze nie wiem- odparłam wzruszając ramionami.
- Nie powiedział ci?!- odparła lekko zdziwionym głosem po czym uśmiechnęła się podekscytowana. - Niespodzianka, romantycznie. Jesteście tacy słodcy.- powiedziała z zadowoleniem.
-Za to ty jesteś wkurzająca. - odparłam.
- Ej! - Krzyknęła i szturchnęła mnie ramieniem na co odpowiedziałam jej tym samym. Po pomalowaniu się założyłyśmy swoje sukienki. Kreacja Alex była w kolorze starego złota, ze srebrnymi wzorami i wyciętą łezką na plecach, a od pasa w dół była ona czarna, z delikatnego tiulu. Ja natomiast postawiłam na klasyczną, koronkową, białą sukienkę ze złotym zamkiem z tyłu. Zarówno ja jak i Alex wybrałyśmy na szpilki. Peters dokomponowała czarne, wysokie obcasy natomiast ja nie miałam zamiaru zabić się o własne nogi i postanowiłam wybrać kremowe, z nieco niższym i grubszym obcasem. Alex zrobiła delikatne fale i postawiła na rozpuszczone włosy ja natomiast chciałam trochę zaszaleć i z boku głowy uplotłam małego warkocza po czym wplątałam go w koka, którego poluzowałam. Chłopcy pojawili się po paru minutach. Moja mama otworzyła im drzwi, a my spakowałyśmy najpotrzebniejsze rzeczy do torebek i zeszłyśmy na dół. Moja rodzicielka oczywiście musiała nam porobić milion zdjęć przed wyjściem bo uważała, że ,,wyglądamy tak pięknie wszyscy razem". Kiedy udało nam się wyrwać wsiedliśmy do samochodu Thomasa i ruszyliśmy. Do szkoły dotarliśmy po kilku minutach, oczywiście spóźnieni, dzięki mamo. Kiedy weszliśmy na sale większość par rozpoczynała swoje pierwsze tańce. Tylko nieliczni przesiadywali przy stole z przekąskami. Dylan i Alex poszli zatańczyć, natomiast ja z Thomasem usiedliśmy. 
- Zaraz wrócę - oznajmiłam. - skoczę tylko do łazienki.
- Okej. - odparł pijąc jakiś napój. Wstałam z miejsca i niezdarnie ruszyłam w kierunku drzwi przez, które właśnie wchodziła Ashley z wielką miską ponczu. Starałam się przejść koło niej obojętnie jednak kiedy nasze spojrzenia się spotkały zauważyłam w jej oczach wstręt i nienawiści. Właśnie w tym momencie poczułam jak cała zawartość szklanej miski ląduje na mojej białej sukience.
- O jejku, przepraszam! - krzyknęła Ash jednak po jej wyrazie twarzy i spojrzeniu można było wywnioskować, że to wcale nie był przypadek. - Tak strasznie cię przepraszam, musiałam się zagapić. - sięgnęła po serwetki leżące na stole i zaczęła ścierać plamę. Poczułam wzrok innych na swoich plecach oraz dłoń Thomasa na moim ramieniu.
- Daruj sobie. - wyrwał dziewczynie serwetki. - Zrobiłaś to specjalnie, widziałem.
- Ależ Thomas..
- Daj spokój. - przerwał dziewczynie i wyprowadził mnie na zewnątrz.
- O rany, ta plama nigdy nie zejdzie! - powiedziałam głosem pełnym żalu. - lubiłam tą sukienkę.
- Czemu ta cała Ashley musi nam wszystko psuć! - krzyknął zdenerwowany kopiąc kamień. - chciałem żeby ten bal był idealny, to był nasz ostatni rok razem w szkole, a ona wszystko zniszczyła.
- Nie pozwolę żeby taka głupota zniszczyła nam wieczór. - ujęłam jego twarz w dłonie. - najważniejsze, że jesteśmy tu razem. - uśmiechnął się po czym pocałował mnie czule.
- Kocham cię Rose, wiesz? - powiedział przytulając mnie.
- Tez cię kocham Thom. - odparłam i pocałowałam go przelotnie w usta po czym wróciliśmy na salę. Oprócz tego incydentu wieczór minął mi bardzo miło. Długo tańczyliśmy z Thomasem oraz Alex przy czym trochę się powygłupiałyśmy. Kiedy wróciłam do domu przebrałam się w piżamę i zmęczona opadłam na łózko. Jutrzejszy dzień będzie jeszcze lepszy od dzisiejszego.